Ambicje i wykształcenie

Kilkanaście lat temu polska młodzież wierzyła w łowców talentów, którzy przybędą zza Odry i zaproszą ich do pracy. Motywacje rozwojowe były nieco silniejsze. Po wejściu Polski do UE z kolei nastąpiła fala masowych wyjazdów Polaków poszukujących pracy i lepszych zarobków na obczyźnie.

Ponieważ wykształcenie okazało się niepotrzebne do tego, by pracować fizycznie daleko stąd, młodzież porzuciła marzenia o byciu atrakcyjnym obiektem dla łowców talentów na rzecz bycia atrakcyjnym dla pośredników pracy w Holandii, Danii czy na Wyspach.

teraz nawet im się nie chce chcieć…

Chcę...

Krajowy rynek pracy nie przedstawia zbyt wielu atrakcyjnych ofert dla młodzieży. Kolejne rządy z reguły więcej mówią niż robią, a stan frustracji młodego pokolenia wzrasta. Przy dzisiejszych kursach walut i mocnej złotówce mimo wszystko rynek angielski czy holenderski jest nadal atrakcyjny z jednej przyczyny: jest praca dla polskich emigrantów, a w Polsce dla absolwentów szkół średnich jej nie ma. Niewielu jest też studentów, którzy nie rozważaliby wyjazdu do Anglii lub gdzieś indziej na stałe lub dla wakacyjnego zarobku. Te procesy ekonomiczne niszczą motywację uczniów do nauki, bo przecież „sąsiad wyjechał, nikt się go nie pytał o wykształcenie i dostał fajną pracę”.

Przesiedzieć lub przechodzić?

Zatem skoro nie trzeba się uczyć, to można najzwyczajniej „przesiedzieć” lub „przechodzić” szkołę, jak przechodzi się grypę… Państwo polskie w trosce o ucznia odpowiedziało na te przemiany, wprowadzając do systemu ocen szkolnych ocenę „mierny”, ale że nazwa brzmiała dwuznacznie, zamieniono ją na „dopuszczający”. Na ocenę dostateczną należy wykazać się wiedzą na poziomie 60% materiału, zaś na dopuszczającą wystarczy 30 %. Jeszcze nauczycielki nauczania początkowego tylko nie muszą zachęcać swoich podopiecznych do nauki. Ponieważ dzieci uczą się jedynie czytania i pisania, a także tabliczki mnożenia, rodzicom lub opiekunom łatwo jest im pomóc. Niestety, na poziomie klasy 5-6 już ta pomoc w większości nie jest możliwa, a im dalej, tym więcej problemów i porażek szkolnych uczniów. To także zniechęca i działa destrukcyjnie na system motywacji i kształtowania ambicji naukowych.

Najczęściej to ojcowie zarabiają za granicą, a matki opiekują się dziećmi. Bywa, że oboje rodziców nie ma przy dzieciach. Kiedy małe dzieci zapytamy w szkole, kim chcą zostać w przyszłości, odpowiadają z reguły: policjantem, lekarzem, traktorzystą, kierowcą, menadżerem, traktorzystą itp., ponieważ kojarzą te zawody z pracą rodziców. Od niedawna jednak spotyka się wśród dzieci pojęcie „emigrant” jako nazwa zawodu polegającego na pracy za granicą, nieważne jakiej. Tata lub mama odwiedzają ich raz na kilka miesięcy (tygodni), bo są „emigrantami” i pracują daleko stąd. Małe dzieci też chcą być emigrantami, bo wtedy będą mogły być bliżej mamy i taty. Szczególnie w szkołach średnich wśród dorosłej młodzieży wyczuwa się atmosferę emigracji. Uczniowie ci nie widzą szans pracy w kraju, chcą dorabiać się szybko i nie czekać na mannę z nieba, przyglądać się rozbuchanych ławom sejmowym, przelewającym z pustego w próżne. Życie wszak mamy jedno i ono mija.

Spadek ambicji szkolnych dotyczy lwiej części populacji i jest wręcz epidemią. Po części wynika i pasuje do konsumpcyjnego trybu życia lansowanego w mediach. Z drugiej strony jednak jest dla nas Polaków zupełnie czymś nowym, jak Walentynki czy Haloween. My przecież od wieków lubiliśmy mądre księgi i byliśmy z tego dumni.

Ile czasu dla dzieci?

Dorośli mają dzisiaj mniej czasu dla dzieci niż dawniej. Ich role wychowawcze przejmuje TV, wyjaśniając najmłodszym podstawowe zagadnienia nie tylko edukacyjne. Do korzystania z komórki, klikania na komputerze nie trzeba mieć wykształcenia. Być może też programy szkolne są przesadnie rozbudowane, lecz skądinąd wiadomo, że zawsze takie były. Niedawno wszyscy obserwowaliśmy batalię MEN o kanon lektur szkolnych, których… nikt nie czyta, bo w szkole podstawowej są inne standardy, w gimnazjum inne, a wymagania szkoły średniej jeszcze inne. „Papier wszystko przyjmie”- mówi mądre polskie powiedzenie i na papierze to my jesteśmy „wysoko kształceni”, ale tak w rzeczywistości ponad połowa dzieci w klasach czwartych szkoły podstawowej nie potrafi płynnie czytać i nie zna tabliczki mnożenia, a 60 % uczniów z tej grupy ukończy maturę dukając i stękając podczas czytania, a w toku nauczania nie przeczyta żadnej lektury.

Być może więc za kilkanaście lat podręczniki szkolne będą wydawane w formie komiksów o wielkości maksymalnie 32 stron jako dodatek do filmów, które dzieci decyzją MEN „będą musiały” oglądać zamiast czytać lektur. O ile szkoła nie przekształci się w internetowy czat, a matematykę zastąpi program korzystania z karty bankowej i super hiper delux pilota HD, który będzie otwierał okna w domu, włączał mikrofalówkę, alarm ppoż., telewizję cyfrową, odkurzacz i wiele innych genialnych urządzeń.

A może jednak nasze dzieci są ambitne? Przykładem niech będzie Mateusz, maturzysta, który podczas lekcji „zastrzelił mnie” stwierdzeniem: „Ja bym tę nudną książkę przeczytał, gdyby mi ktoś za to zapłacił”. Na moje twierdzenie, iż szkoła płaci mu jedynie ocenami bardzo dobrymi, roześmiał się. Z kolei na pytanie, ile należałoby mu zapłacić za przeczytanie „Zbrodni i kary” F. Dostojewskiego szybko obliczył, że ponieważ zajęłoby mu to około 70 godzin, to pomnożone przez 15 zł. dałoby jakieś 1050 zł. A teraz uwaga, skąd Mateusz wziął kwotę 15 zł.? Otóż założył, że koszt jednej godziny pracy należy obliczyć w euro, przeliczył po 5€ za godzinę, a cenę € zaokrąglił do 3zł/€. Ponieważ wszystkie obliczenia wykonał w okamgnieniu, zatem miał wszystko przemyślane. Szykuje się do wyjazdu i pracy za granicą?

„Zeszyt rodzinny” lub „Zeszyt prawdy”

Każdy z nas może wspomagać wzrost ambicji naszych dzieci. Polecam wszystkim dorosłym Czytelnikom zaprowadzenie „Zeszytu rodzinnego” lub „Zeszytu prawdy”. Codziennie po szkole i wspólnym obiedzie proszę postawić dziecku jedno pytanie: „Czy masz jakieś zadania domowe lub lekturę do przeczytania? A może coś na pojutrze?” Następnie należy dziecku (bez względu na wiek) podsunąć ów zeszyt i niech samodzielnie wpisze zdanie typu: „Nie mam żadnego zadania domowego”, podpis i data lub „Odrobiłem wszystkie zadania”, „Przeczytałem wskazaną lekturę”, „Zrobiłem więcej niż zadał nauczyciel”, podpis i data.
Te zeszyty prawdy pozwolą obu stronom wzajemnie się zbliżyć. Jako rodzice nie musimy znać się na zadaniach domowych, ale nauczyciele się znają i oni są w stanie ocenić postępy naszych dzieci. Wystarczy im zaufać. Celem tego działania będzie pokazanie dzieciom, że rodzicom zależy na edukacji dzieci i na odpowiedzialności dzieci za własne czyny. Syn czy córka własnoręcznie ma wpisać prawdę, którą zweryfikują później oceny szkolne. Za ilość pozytywnych potwierdzonych zadań przekraczających wymagania szkoły należy się nagroda od rodziców.

Oczywiście, jest cała potężna grupa uczniów, których ambicje „wysysają wiedzę” z nauczycieli i podręczników, to oni będą kiedyś diagnozować, opisywać i zarządzać pozostałymi „buntownikami”.

Jeśli dziecko będzie miało wątpliwości, po co jest mu potrzebne wykształcenie, można mu opowiedzieć historię o rozwoju wielkich cywilizacji europejskich i zakończyć na przykład w ten sposób: „Czyż starożytni Egipcjanie, Grecy nie byli lepiej wykształceni od nas, bardziej kulturalni i cywilizowani, klasyczni? Są przeszłością, a jednak o nich pamiętamy. O kimś zapomnieliśmy? O milionach niewolników, którzy oddali życie za wielkie antyczne cywilizacje, stawiając im pomniki w rodzaju piramid. My dzisiaj stawiamy takie w Irlandii, Anglii i Holandii.

19.07.2008 r.

Skomentuj...