Brodnicka vs Matthysse

Na piątkowej gali w Częstochowie „Tymex Boxing Night 9” Ewa Brodnicka (18-0, 2 KO) spotkała się w obronie pasa WBO w wadze super piórkowej z Argentynką Edith Soledad Matthysse (17-10-1, 1 KO). Sędziowie większością głosów przyznali zwycięstwo Polce, ale nie była to walka na miarę obrony tytułu. Brodnicka w większości broniła się ucieczką, jakby chciała powiedzieć rywalce: „To ty masz się starać, ja mogę sobie truchtać!”. I rzeczywiście biegała po ringu w kółko i tylko od czasu do czasu rzucała kilka ciosów. Wyglądało to dość komicznie lub tragicznie, zależy co kto lubi? Komicznie, bo mistrzyni nie powinna unikać walki, tragicznie, bo styl pięściarstwa polskiej mistrzyni kompromitował ją samą i cały jej zespół szkoleniowy. Tak czy inaczej Ewa pozorowała walkę, bo najwyraźniej bała się prawych mocnych sierpów Edith, poczuła je już podczas ważenia.

Strój i zachowanie Brodnickiej prowokowało do innych niż sportowe skojarzeń. Może chce zacząć karierę w reality Love Island Polsatu? (foto: aktualnosci24.com)

Argentynka po ważeniu miała mieszane uczucia i czuła się psychicznie źle. Dla prasy w Argentynie powiedziała, że zachowanie rywalki było niemoralne, choć zdaje sobie sprawę z faktu, iż Brodnicka zrobiła to dla podwyższenia oglądalności. W opinii fanów boksu Polka przekroczyła granicę przyzwoitości i powinna zostać ukarana za zachowanie przez federację. Gdy Kubrat Pulew pocałował po walce dziennikarkę, feministki rozpętały medialne piekło. Całą sytuację podczas ważenia obserwował mąż Matthysse, ale chyba nie ma takiej siły przebicia jak feministki. Co ciekawe, obok Ewy stała przedstawicielka WBO w Polsce, która po walce wręczała jej obroniony pas.

Pojedynek pań nie mógł się podobać. Prawdopodobnie już w pierwszych rundach Brodnicka poczuła siłę ciosu rywalki i wolała nie wchodzić do półdystansu. Gdy opadała z sił lub oddała kilka ciosów, wieszała się na Matthysse, uniemożliwiając jej rozpoczynanie akcji. W zwarciu mimo wszystko Edith wykazywała więcej siły i próbowała bić ciosy po dołach, ale i na szczękę Ewy. Oddała wiele niecelnych ciosów, za to zachowywała więcej świeżości. Z kolei Brodnicka trafiała rzadko wyprowadzanymi ciosami celniej, lecz nie robiło to wrażenia na Argentynce.

Brodnicka wygrała na punkty, ale w oczach fanów stylem walki skompromitowała się. (foto: fdbplus.com)

Gdyby pojedynek odbywał się na neutralnym gruncie, Brodnicka dostałaby kilka ostrzeżeń za wieszanie się na rywalce, faulowanie i unikanie walki. To nie był poziom, do którego nas przyzwyczaiła. Z obozu przygotowawczego dochodziły słuchy, że ciężko przepracowała dwa miesiące i była gotowa na największe wyzwania. Nie było tego widać w żadnej z rund.

Na gali TYMEX-u wystąpił równie nieudanie, walcząc gorzej niż Brodnicka, lub podobnie, Robert Parzęczewski (24-1, 16 KO). Nie mógł zapanować i „dostroić celowników”, gdy naprzeciwko „błąkał się po ringu” w dość nieskoordynowanych ruchach Patrick Mendy (18-15-3, 1 KO). Parzęczewski przewalczył 10 rund, ponoć więcej niż w ostatnich latach razem wziętych, kiedy to posyłał swoich oponentów na deski w pierwszych rundach. Wygrał, ale nie zachwycił, bo co to za kandydat do światowej kariery, który nie potrafi zastosować swoich atutów lub nie jest ich świadomy. Na tym etapie kariery powinien już mieć w głowie to, co potrafi a nie czekać, aby trener w narożniku go pouczał.

Na deskach tego wieczoru w Częstochowie nieoczekiwanie znalazł się faworyzowany Łukasz Wierzbicki (18-1, 7 KO). Stanął naprzeciwko Anglika Louisa Greena (11-1, 6 KO). Polak jako mańkut zapomniał, żeby odchodzić od rywala w swoją prawą stronę, unikając prawych sierpów rywala. Już w drugiej rundzie za to zapłacił najwyższą karę, lądując na deskach po ciężkim nokaucie i „poprawce”. Został wyliczony i miał poważnie rozcięty łuk brwiowy. Szkoda, ale lepiej przegrać u siebie niż wyjechać za granicę, a potem wracać ze wstydem tylnymi drzwiami.

Jako kibic boksu wierzę w ciężką pracę, jaką niewątpliwie włożyli w przygotowania do swoich pojedynków nasi reprezentanci. Życzę im szybkiego powrotu do zdrowia i kolejnych lepszych walk niż te już stoczone, sukcesów i realizacji sportowych planów. Przede wszystkim jednak życzę im mądrych ludzi (doradców) wokół siebie i dojrzałości.

Dodaj komentarz