życie to nie teatr

Złośliwi powiedzą, że Krzysztof Włodarczyk pojechał (poleciał) do Newark (USA) po dolary na sportową emeryturę. I może będą mieli rację? Za wyjście do ringu Diablo dostanie 400 tys. dolarów, za ewentualną wygraną dostałby kolejne tyle – więc chyba warto. Dla oby pięściarzy to łatwo zaraobione pieniądze. Krzysztof wziął udział w World Boxing Super Series i stoczył przegraną walkę z Muratem Gassijevem. W trzeciej rundzie Rosjanin znokautował go ciosem na wątrobę. Hakiem na dół pokonał wcześniej Lebiedieva unikanego przez polskich cruisserów jak ognia od czasów przegranej Kołodzieja. Włodarczyk odpadł z turnieju i podzielił los Marco Hucka. Szkoda, że ci przegrani zawodnicy nie mogą spotkać się w ringu, walcząc o jakiś tytuł.

Jak przyznał po walce Włodarczyk, trenowali obronę przed takimi ciosami Gassijewa, ale cóż, nie udało się tego uniknąć podczas pojedynku. To pierwsza ringowa porażka 36-letniego Polaka mającego w dorobku pasy IBE i WBC. Czy zakończy karierę? Być może przejdzie do wagi ciężkiej, aby podobnie jak Adamek coś jeszcze zarobić bez większych wyrzeczeń. Diablo (podobnie jak Adamek) od lat przygotowując się do kolejnych ringowych starć, był zmuszony do zrzucania wagi, co nie sprzyjało wydolności organizmu podczas potyczek. Ponoć także Murat po turnieju WBSS ma zamiar przenieść się do wagi ciężkiej, zatem wypada życzyć Krzysztofowi, aby spotkał się jeszcze w ringu z Rosjaninem i wyrównał rachunki.

Cios na wątrobę potrafi złamać każdego zawodnika. Czy zniechęci Włodarczyka do kolejnych pojedynków? Zależy od ambicji, stanu konta czy promotorów Diablo? (foto: interia.pl)

Na pytanie: “Dlaczego Diablo przegrał?” – odpowiedź jest jedna: zawiodła taktyka, zresztą taktycznie podczas gali w Newark przegrali także Sulęcki i Masternak, pomimo że pokonali swoich oponentów. Włodarczyk, pretendent do pasa IBF, mylnie założył, że przeboksuje połowę dystansu 12 rund i potem zaatakuje. Gassiev robił swoje, zadając silne ciosy i ustawiając sobie walkę. To Włodarczyk powinien był rzucić wszystko na jedną szalę i walczyć z furią, zaskakując rywala. Gdyby zatem Diablo nadział się na cios Irona podczas zmasowanych ataków, nie można by mieć do niego pretensji. A tak pozostaje niedosyt, że nie zrobił wszystkiego, aby wygrać i utrzeć “młokosowi” nosa.

Murat nie imponuje muskulaturą ani techniką, za to obserwuje rywala i szybko włącza swoje haki na dół. Krzysztof akurat zasłaniał szczękę i rękawicą zasłonił sobie pole widzenia. Dostał przeciętnie mocny, ale zaskakujący cios. (foto: interia.pl)

Taktyka Sulęckiego i Masternaka

Za to furiackimi atakami i seriami wystrzelonych ciosów Macieja Sulęckiego w stronę Jacke’a Culcaya można by obdzielić ze trzy walki. Mimo iż Maciek wygrał, to zawiodła taktyka, ponieważ polski walczak w ogóle nie oszczędzał sił i momentami zapominał oddychać – zastygał w zgięciu i nie potrafił wrócić do postawy pionowej. Sulęcki miał wyraźną przewagę zasięgu i w ilości zadawanych ciosów, a mimo to przeciwnik parł naprzód. Culcay tylko dwukrotnie wysilił się na ataki seriami i zamaszyste ciosy rozpaczy, ściągał przy tym Polaka i faulował. W siódmej rundzie po jednym z nich Sulęcki był o krok od omdlenia właśnie, nie od porażki po ciosach, ale właśnie po głupim i naiwnym stylu. Parł do przodu na własne zatracenie. Dobrze, że walka ta miała miejsce w USA. Reprezentujący niemieckiego Sauerlanda Culcay w Niemczech wygrałby tę walkę na punkty. Obecny w ringu Sauerland zaatakował werbalnie Maćka, zarzucając sędziom głosowanie na niego. Sulęcki kazał mu się stuknąć w głowę i słusznie. Maciek wygrał, ale będzie dochodził do siebie miesiącami. Natychmiast powinien zmienić trenera i sekundantów, którzy źle czytają rywali i źle doradzają podczas trwania walki. Tak, to najtrudniejsza walka, jaką stoczył Maciek, ale z powodu taktyki, kolejnej może nie przetrwać na takim poziomie aktywności. Serce nie nadąży pompować, niedotleniony mózg wyłączy mu nogi i zniosą go z ringu. Należy dodać do tego też wysiłek organizmu skazanego na rygor utrzymywania i zbijania wagi przed pojedynkami.

Jeszcze dwie tak intensywne walki Sulęckiego i wcześniejsza emerytura. Nie dotrwa do spotkania z GGG… Wystarczy mu sił tylko na wejście do ringu. (foto: interia.pl)

Mateusz Masternak był bliski kompromitacji w walce z przysłowiowym “kelnerem” Stivensem Bujajem. Owszem, Bujaj ma w rekordzie 16 walk i 11 KO, ale to nie rekord walczy, tylko zawodnik. Już wchodząc na ring, Algierczyk sprawiał wrażenie, jakby ktoś go zmuszał do pojedynku z Polakiem, a on na złość temu komuś nie będzie się angażował i tak wyglądał cały pojedynek. Bujaj robił groźne miny i unikał walki, co rusz rzucając w stronę Masternaka i sędziego ringowego rozżalone uwagi. Z kolei na jego próby zastraszania i groźne miny Masternak reagował panicznymi ucieczkami. Bokser, który boi się oberwać po twarzy, pójść na wymianę ciosów, to porażka! Dlatego Mateusz był bliski od kompromitacji. Ta walka powinna była trwać nie więcej niż dwie rundy. Po nokdaunie w szóstej Bujaj znów robił groźne i obrażone miny, ale niemal nie bronił się. Masternak zasadzał się na niego z ciosem kończącym, w który wkładał olbrzymie pokłady siły i nie trafiał. Jak na pretendenta i rezerwowego zawodnik w WBSS po prostu ośmieszał się. Po poddaniu Bujaja cieszył się, jakby pokonał co najmniej Lebiedieva. To była jedna ze słabszych zwycięskich walk Mastera, a czterdziesta na zawodowym ringu. Podobnie jak Sulęcki powinien zmienić trenera. Następna jego walka może być totalną katastrofą, ponieważ widać, że boi się w ringu rywala, przeciętniaka, który teoretycznie i praktycznie nie dorasta mu do pięt.

“Co ja tutaj robię?” – wymowne spojrzenie Bujaja (z prawej). Masternak powinien walczyć odważniej i narzucać własny styl walki, o ile go posiada? (foto: interia.pl)

Dodaj komentarz

Najnowsze wpisy
REKLAMA




Archiwum

kocham język polski - strona główna