fan codzienności

Są tacy kibice, którzy oglądając w TV mecz kadry (każdej dyscypliny), przełączają kanał na inny, gdy “sportowcom nie idzie”. Winę za to biorą na samych siebie: “Nie przynoszę reprezentacji szczęścia dzisiaj, to przeze mnie przegrywają!”. Wrażliwcy. Patrioci. Cholernie przejmują się tym, na co zupełnie nie mają wpływu. Wydarzenia sportowe traktują jak swego rodzaju misteria, w których “kapłani” (zawodnicy) odziani w narodowe barwy pokazują “wiernym” (kibicom), jak należy dzielić się swoim talentem z wyznawcami tej samej religii sukcesu. To dlatego sport tak spaja społeczeństwo i potrafi być ponad wszelkimi podziałami. Warto na niego stawiać i wychowywać w tym duchu kolejne pokolenia. Działa tutaj zasada: “Ja nie potrafię, ale znam kogoś, kto zbliża się do ideału” – takim ideałem dla mas są sportowcy. Zupełnie tak samo kochamy pisarzy, poetów potrafiących wyrazić to, czego sami nie jesteśmy w stanie sprecyzować.

Miłość do gwiazd sportu nie oznacza, że kibic jest ślepy. Rozgrywki drużynowe są podobne do budowy domu. Każda drużyna ma formacje odpowiedzialne za konkretne wycinki działań na boisku. Tak jak do budowy domu potrzebni są murarze, hydraulicy, glazurnicy, tynkarze, elektrycy czy dekarze. Jeśli chcemy kupić dom, musi być wykończony, czyli wszystkie formacje muszą zrobić swoje. Nie można mówić o zakończeniu robót, jeśli nie ma urządzeń sanitarnych – hydraulicy czy oświetlenia – elektrycy. Tak samo kadra piłkarzy nie w całości odniosła sukces, więc nie jest on też należny wszystkim formacjom. Jeśli ktoś mówi, że ten czy ów “harował na boisku” a inny “był dobrym duchem drużyny”, cóż, nie za to miał płacone. Dekarze nie wchodzą na budowę, aby pomagać hydraulikom i odwrotnie. Dlatego należy przemyśleć wszelkie oceny, hurra optymizm dotyczący całości zachowania boiskowego. Ktoś powie, że “ten czy ów przebiegał podczas każdego spotkania 12 km”, ok, ale co z tego wynikło? Murarzowi nie płacimy za “bieganie” z kielnią, ale za efekt w postaci… wiadomo jakiej.
kadra

Są tacy kibice, którzy oglądając w TV mecz kadry (każdej dyscypliny), przełączają kanał na inny, gdy “sportowcom nie idzie”. Winę za to biorą na samych siebie…

Dopiero po rozgrywkach, mistrzostwach, olimpiadach, znając już rezultaty, oglądają swoich “kapłanów”, “idoli”, “reprezentantów” i cieszą się z wygranej lub smucą z powodu porażki. Straszna sprawa, gdy żurnaliści mieniący się “wyroczniami” czy byli sportowcy w roli komentatorów ferują wyroki i nie dopuszczają do głosu innej oceny niż ich własna. Każdy kibic ma do niej prawo, bo jeśli przeżywa zawody, to może i nawet powinien mówić, w jaki sposób to, co się stało, odebrał. Na tym wielogłosie i ścieraniu się poglądów polega właśnie kibicowanie. Dogmat: “Kadra odniosła sukces” jest nie do przyjęcia, ponieważ odbiera ów sukces tym, którzy na niego zasłużyli. Byli herosi, dzięki nim uniknęliśmy blamażu. Im należy przyznać dziesiątki w skali 0 – 10. Odpowiedzialność za oceny najwyższe ponosi trener, który ma tak przygotować drużynę i taktykę, aby wszyscy mogli się wykazać dziesiątką podczas zawodów.

W przypadku Polski “dramat” osiągniętego wyniku, podkreślmy: sukcesu, ma gorzki smak. Chodzi bowiem o to, że został osiągnięty siłami wziętymi z zagranicznych zespołów. “Kadrę mamy świetną, ale słabiutką ligę” – powtarzają znawcy. Przydałby się zastrzyk potężnej gotówki szczególnie dla młodych talentów, bogaci sponsorzy, programy rządowe dla najlepszych, stypendia… Za dzień pobytu na Euro 2016 kluby otrzymają po 7 tys. euro za swojego “pracownika” – im dłużej był, tym więcej zarobi klub. Z polskiej ligi powołania otrzymało zaledwie kilku piłkarzy, więc tylko nieliczni prezesi zobaczą przelewy z FIFA na kontach. Drużyna narodowa zarobiła ponad 6 milionów euro za występ a PZPN 40% z tej kwoty ma przeznaczyć na premie dla finalistów. Wyraźnie widać, że kadra jest trampoliną dla najlepszych piłkarzy z polskiej ligi do kariery zagranicznej, a ta warunkiem, aby grać na boisku dla reprezentacji i nie grzać ławki rezerwowych. Kto z Polaków załapie się na Euro za dziesięć lat, gdy buty na kołki odwieszą Lewandowski, Błaszczykowski, Piszczek, Krychowiak i inni? Fajnie patrzeć na ich grę, ale trampkarze czy juniorzy polscy nie jeżdżą np. do Monachium, by podziwiać Lewandowskiego. A tylko tak wielcy mogą stawać się realnymi idolami kolejnych pokoleń. To dobrze, że PZPN wdraża projekt Pro Junior System, być może na kolejnych mistrzostwach zawodnicy nie będą mieli kompleksów i będą walczyć nie tylko o wyjście z grupy. I zagorzali kibice nie będą musieli przełączać kanałów TV, bo ich reprezentanci pokażą więcej woli walki i determinacji.

Podziel się ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+
Share on VK
VK

Dodaj komentarz

Najnowsze wpisy
REKLAMA




Archiwum

kocham język polski - strona główna