Gdyby Mela była psem

Mela (Melissa) to roczna brytyjska niebieska (rasa) kotka. Mieszkamy razem kilka miesięcy, oswajamy się ze sobą i uczymy tolerancji. Każda z nas ma ulubione miejsca w mieszkaniu, posiłki i zajęcia. Mela jest samodzielna i musi znosić rozłąkę, gdy jestem poza domem, ale daje sobie radę. Można powiedzieć, że trochę „zaprzyjaźniłyśmy się”. Reaguje na moje wezwanie po imieniu, miałczy, gdy coś chce lub zaprasza mnie do zabawy. Jednak obie czujemy, że jesteśmy niezależne, nie tworzymy stada czy grupy. Nie śmiem być jej panią, bo koty to indywidualiści, za to Mela nie narzuca się z umizgami i nie absorbuje mojego cennego wolnego czasu. Jesteśmy we dwie raczej jak słońce i księżyc, planety odległe, zmuszone grawitacją słoneczną do bycia razem. Zbliżamy się do siebie wtedy, gdy obu nam jest to potrzebne.

Człowiek w dzieciństwie i w wieku szkolnym jest kotem. Nieświadomy, zajęty sobą, skupiony na poznawaniu świata i zaspokajający potrzeby organiczne (żeby nie użyć określenia: fizjologiczne) zostaje „zesłany” na planetę Ziemia. Tam czekają na niego przedszkola, szkoły i ludzie uczący go życia. Niestety, wtłaczany nam system wartości, w którego centrum są dogmaty jedynie słusznego szablonu rozwoju i wyrównywania szans dla każdego (jeśli nie chcesz, to i tak cię zmuszą) niszczy „nasz koci indywidualizm”. Widać to poprzez pryzmat wychowania w kulcie konieczności działań w grupie rówieśniczej. Aby dobrze wypaść, zawsze trzeba było zapominać o sobie, a pamiętać o zwyczajach i decyzjach podejmowanych przez zespół ludzi. Były wśród nich jednostki apodyktyczne, które nadawały ton życia społecznościom – grupkom uczniowskim, a te kontrolowały zachowania, reakcje nauczycieli, których się oswajało, jak w piosence: „Stary niedźwiedź mocno śpi…”. Dopiero w szkole średniej przestała obowiązywać zasada niezdrowej „demokracji klasowej” określającej, że np.: wszyscy razem się uczymy, wagarujemy, bawimy, donosimy, protestujemy, zbieramy składki na WOŚP, maszerujemy do kościoła, wszystkim nam podoba się to samo, ten sam nauczyciel, rodzaj muzyki, facebook, memy, przedmiot szkolny itd. – fałsz? I to jaki. ;(

Zmieniono nas z kocich indywidualistów na psy stadne lub pokorne owieczki. Dopiero w szkole średniej nikt nikomu nie zaglądał do życiowych planów, nie wpychał się z własnymi grupowymi ideami, nie narzucał wartości. Jak koty przy wodopoju, tak my spotykaliśmy się na zajęciach po wiedzę. Wymienialiśmy spojrzenia i krótko brzmiące uwagi, a następnie każdy wracał do swojego życia i nim się zajmował.

Mela jest kotem, koty tak jak ludzie wymagają tolerancji i szacunku.
Mela jest kotem, koty tak jak ludzie wymagają tolerancji i szacunku.

Gdyby Mela była psem, wołałabym na nią i czekała, aż przybiegnie do nogi, siedziałybyśmy razem na kanapie i „oglądały” program tv, a potem biegałybyśmy po dworze za piłką. Podczas obiadu rzucałabym jej kawałek mięsa lub kość i tworzyłybyśmy parę „zżytych przyjaciół”. Z Melą kotką jest inaczej. W ogóle nie słucha i nie wsłuchuje się w moje potrzeby, nie aportuje i nie czeka na wspólny posiłek, reaguje na moje wezwania, kiedy chce i prowadzi swoje własne życie, ma swoje pasje i żyje dla nich (łapanie much i komarów, obserwacja świata za oknem, kocie dialogi z dachowcami itd.).

Moja kotka ma dużo szczęścia, bo gdyby zamieszkała z hodowcą psów, ten wbrew jej potrzebom, tresowałby ją jak psa. Patrząc jej w oczy, widzę, że nie rozumie komend lub też nie zależy jej na tym, aby je wypełniać. Nie odczuwa satysfakcji z powodu wypełnienia jakiegoś „mojego zaklęcia”. Mela jest kotką, trzeba to uszanować i na siłę nie robić z niej człowieka, który powinien dostosować się do potrzeb pani czy stada. Też kiedyś taka byłam i każdy z nas był Melą, czyli mieliśmy zupełnie inne charaktery niż te zsocjalizowane, nazwane jako poprawne, wzorowe czy wyróżniające. Oczywiście chcąc żyć w społeczeństwie, należy przestrzegać zasad, jakie nam wpojono, ale trzeba też próbować być sobą, czyli kotem jednostką niezależną. Dla przykładu najszczęśliwsze są takie związki międzyludzkie, w których żyją koty – indywidualiści: każdy oprócz wspólnego ma jeszcze własne życie, aspiracje, pasje. W przeciwnym razie „przemienieni w psy” zawsze ludzie pragną sobie kogoś podporządkować, że niby musi być samiec lub samica alfa, hierarchia ważności: to ważne, ale tamto jeszcze ważniejsze itd.

Razem z Melą i współlokatorkami w naszym mieszkaniu nie myślimy kategoriami ludzkiej chęci dominowania, zupełnie. Jesteśmy czterema (kotkami?) planetami krążącymi po niebie, przyciąganymi do Ziemi i do siebie różnymi potrzebami – grawitacją. Nie ma tu wielkiej filozofii poza jedną prawdą: chcemy znajdywać w tym dzianiu się szczęście. Tolerancja daje nam poczucie wolności i wzajemny szacunek.

Skomentuj...