Haye vs Bellew

Haye vs Bellew to walka bokserska, której nie oglądało się najlepiej. Można twierdzić, iż Haye (36l.) to niestety kolejny po Tysonie, Jonsie Jr., Hopkinsie bokser bez wyobraźni. Dawidowi, bokserskiemu emerytowi, zamarzyły się kolejne sukcesy. Miał dosyć siedzenie przed telewizorem i postanowił wrócić, aby… „oberwać po mordzie”, wypaść z ringu i roztrwonić dorobek wielkiego mistrza, za jakiego uważali go fani boksu! Tak zapamiętamy jego sobotnią walkę z 04.03.2017, szkoda.

Pieniądze, pieniądze, pieniądze! – tylko o tym myśleli promotorzy, sprzedając tę walkę. Nawet nie chodziło o zwycięstwie Haye’a (28/23KO/3) z Bellew (34l., 29/19KO/2/1), to miał być po prostu „wielki powrót”. Gdyby pokonał Bellew, mógłby (i oni) zarobić krocie za pojedynek z Antkiem Joshuą (18/18KO). Dziwne, że Haye zdecydował się na taki krok po tym, jak zarobił podczas trwania kariery miliony funtów. Zamiast się nimi cieszyć w spokoju i szacunku, dał się namówić na „reaktywację” i efekt był mierny. Żal, porażka, żenada…

Haye wracał na ring, ale jego trener rzucił ręcznik… (foto: zimbio.com)

Hayemaker zaczął pojedynek ostrożnie, jakby bał się młodszego o dwa lata Bellew. Ten z kolei cofał się, czekając na potknięcie mistrza, przed którym czuł uzasadniony respekt. Dawid machał sierpami i rozcinał powietrze. Gdyby trafił, mógłby zniszczyć Tony’ego, ale do tego nie doszło. Jego ciosy nie miały mocy takiej, jak podczas walk z Wałujewem czy Kliczką.

W szóstej rundzie Bellew wreszcie ruszył i kilkakrotnie trafił Haye’a. Ten zamroczony padł, po liczeniu nie wrócił do siebie, nawet przerwa nie zmieniła jego stanu: chwiał się i „wyłączony” błąkał się po ringu. W ósmej rundzie doszedł do siebie, ale niepozorne ciosy Tony’ego wciąż wprawiały go w „trans”. Wreszcie w rundzie 11 oparty o liny oberwał serię i osunął się. Lewy sierp w głowę wysłał Dawida poza ring. Żal patrzeć…

Liny ratowały i podtrzymywały dawnego mistrza
Liny ratowały i podtrzymywały dawnego mistrza (foto: zimbio.com)

David Haye to urodzony mistrz, który z wagi cruiser (nie miał sobie równych) przeszedł do ciężkiej, aby pokazać światu, jak walczyć z najlepszymi. Miał czym uderzyć i rzeczywiście gdyby trafił do ringu sześć, siedem lat temu z Bellew, Huckiem, Włodarczykiem, Głowackim czy Masternakiem, nie mieliby żadnych szans. Jednak czas mija i okres świetności Haye ma już za sobą. Powinien zostawić boks i odwiesić rękawice na kołku, zająć się „łowieniem i szlifowaniem” diamentów wśród młodzieży, których na pewno nie brakuje.

Bellew zmienił kategorię i przytył. Pokonał byłego mistrza i czeka na kolejne oferty? (foto: zimbio.com)

Czy Bellew ma szanse osiągnąć szczyty w wadze ciężkiej? Przypomina trochę Adamka, który z cruiser przeszedł do ciężkiej i pokonał Gołotę – prawdziwego ciężkiego, ale emeryta. Następna walka Bellew z którymś z ciężkich, czynnych zawodników, może wszystko wyjaśnić. Z Joshuą raczej nikt go nie zestawi. Walka z Haye’m to początek ścieżki Toniego. Na ringowe bitwy z Wilderem, powracającym(?) Furym, Chagajewem czy Stiwernem trochę zaczeka.

Mógłby się tymczasem „przetrzeć” z Wawrzykiem czy Wachem i dać im lekcję taktyki, o ile będą mieli „czyste” intencje sportowe. W każdym razie walka z Hayem pokazała, że mimo wszystko i wbrew pozorom Bellew ma czym uderzyć!

Nie tylko Haye był żenujący w sobotni wieczór czwartego marca. Po latach kariery z niemieckim promotorem na polski ring wrócił Mateusz Masternak (29l., 38/26KO/4), zawodnik wagi cruiser, który dwa lata temu przegrał z Bellew. Tym razem zmierzył się z Rosjaninem Aleksandrem Kubichem (30l., 9/6KO/3) i pokazał się z bardzo słabej strony. Jeżeli miało to być zaproszenie i zachęta innych Polaków z cruiser – Głowackiego, Włodarczyka czy Cieślaka – do konfrontacji. Cóż, mogą pomyśleć, że warto „łyknąć Mastera”. O ile ktoś im dobrze zapłaci.

Kariery wymienionych polskich zawodników łącznie z Masternakiem utknęły w martwym punkcie. Chyba przyjdzie im w końcu zawalczyć o miano „najlepszego wśród swoich”? Polsat mógłby zorganizować takie mini mistrzostwa Polski w cruiser – w końcu. Zwycięzca mógłby zmierzyć się np. z Lebiediewem czy Usykiem. Czy któryś z Polaków miałby szansę na zwycięstwo z mistrzami?

Skomentuj...