fan codzienności

Download, p2p, torrent, serach, crack i wiele innych terminów anglojęzycznych rządzących internetowym ściąganiem prowadzi do jakże wymarzonego i najważniejszego z nich, mianowicie „for free” – za darmo, czyli bez opłat. Kolejne pokolenia dzieci i młodzieży podłącza swoje pecety, netbooki i laptopy do ogólnoświatowego systemu, w którym dominuje jedna zasadnicza definicja dobra, a mianowicie wszystko, co jest za free, jest cool, trendy itd.

Internet zbliża do siebie ludzi… tylko w Internecie

Żyjemy w Matrixie i jesteśmy Simsami

Wszystko inne jest bez sensu, nie wyłączając największej wytwórni kapitału, jakim jest pornografia, bo i dostęp do tego typu treści jest za przysłowiowe polskie friko. Media odgrywają wielką rolę, są trzecim po rodzicach i szkole, wychowawcą dzieci i młodzieży. Wśród nich największą rolę współcześnie odgrywa internet, szybkością komunikacji, informacją i wszechstronnością oferty dociera bowiem do odbiorcy o wiele szybciej i skuteczniej niż pozostałe media.

Wielu rodziców pamięta z pewnością, że kiedy sami dorastali do ław szkolnych, wielką rolę w „zapełnianiu” im czasu wolnego odgrywały media. Jest kilka pokoleń w związku z tym obywateli wychowywanych przez „Domowe przedszkole”, bardzo popularny w latach 90-tych program edukacyjny TVP dla dzieci. Oglądany był przez wszystkie siedzące w domach i uczące się w przedszkolach, a nawet w zerówkach dzieci. Potem była „Jedyneczka” i „Domisie”. Opowiadania, typy zachowań i postaw aktorów tych programów, a także lub przede wszystkim dźwięki, muzyka, piosenki i wiersze były recytowane przez maluchów i śpiewane przez młodzież szkół średnich, która od czasu do czasu, przy okazji dobrego nastroju czy zabawy studniówkowej, śpiewała zapamiętane z dzieciństwa utwory. Z pewnością absolwenci ci spotykają się na „naszej klasie” i wspominają te wspaniałe lata. Wspólnie śpiewana piosenka „Szła dzieweczka do laseczka” to wspomnienie maturzystów sprzed ponad dwudziestu lat, potem właśnie przyszła era całkiem innych, ale równie wartościowych piosenek. Tego świata dzisiaj już nie ma. Współczesne dzieci mają nie tylko TVP do dyspozycji, ale specjalnie dla nich stworzone stacje TV dla najmłodszych, starszych dzieci i nastolatków. Rysuje się więc wyspecjalizowany podział wiekowy na widza. Inne programy powstają w związku z tym zależnie od potrzeb i możliwości percepcji widza.

Alibi na życie i nudę

Aktualnie dzieci i młodzież łączą się ze sobą w społeczności internetowej. Jeden internauta drugiemu wysyła zaproszenie do/na stronę portali typu „nasza-klasa.pl”, „facebook.com”, myspace.com”, „fotka.pl”, „moi krewni.pl” lub inne, które mnożą się i rozrastają niczym ciasto drożdżowe. Wszędzie tam jest realizowana zasada for free zarówno ze strony właścicieli serwisów, jak i użytkowników. Właściciele zarabiają miliony za to lub na tym, że gromadzą bazę danych o potencjalnych klientach, którą potem mogą zarządzać, sprzedając lub dzierżawiąc koncernom reklamowym itp. Udostępniają też powierzchnie reklamowe dla zainteresowanych firm i na tym zarabiają „kokosy” porównywalne z reklamami telewizyjnymi. W zamian dają możliwość spotykania się, darmowego promowania siebie, zakładania kont, stron www, darmowego publikowania treści i obrazów, jakie życzy sobie ujawniać każdy użytkownik. Idea sama w sobie ma sens tylko wtedy, kiedy naprawdę ktoś z jakichś powodów chce odnaleźć zagubioną znajomość, miłość itd. Łączenie się ze znajomymi, dzieci i młodzież łączą się z koleżankami i kolegami z aktualnych ław szkolnych, to zadanie przecież dla komunikatorów typu gg, tlenu, spikera czy skypa, a jednak portale społecznościowe są wciąż oblegane. Zupełnie niezrozumiałe i bezsensowne jest życie w wirtualnej rzeczywistości przez osoby stanowiące jakąś grupę, która rano spotyka się w szkole i pracy, a wieczorami ze sobą konwersuje, przesyła sobie zdjęcia i inne ciekawostki. Większość tych dialogów i kontaktów to fragmenty wypowiedzi typu: „Co słychać”, „U mnie po starem” itd., czyli nie ma o czym mówić, ale ludzie nawiązują owe kontakty i chcą być ze sobą. Być może w ten sposób kontrolują swoje życie i dostosowują do życia grupy, stwierdzają bowiem, że np. nie są leniwi, nie marnują czasu, bo przecież aktualnie na stronie np. klasy, na czacie są wszyscy najlepsi uczniowie, czyli też się nie uczą, czyli „ja jestem ok.”.

Każda osoba spotykająca swoich współpartnerów z pracy czy szkoły pragnie być choć przez chwilę w centrum zainteresowania. Z tego powodu też dzieci i młodzież chwalą się zasłyszanymi „sensacjami”, dowcipami, dziewczyny zdjęciami swoich chłopców, a chłopcy swoich dziewcząt. Te dialogi i monologi, fora rozmów, godzinne, całodobowe, nawet weekendowe czatowanie, przelewanie z pustego w próżne nie niesie ze sobą żadnego wartościowego przesłania, nie generuje niczego poza przeświadczeniem, że oto jest cool, świetnie się bawimy razem. W co się bawią użytkownicy modnych portali? W to samo, w co małe dziewczynki bawią się przy użyciu małych atrap urządzeń kuchennych, a mali chłopcy atrap narzędzi robotniczych, murarskich i innych. Oczywiście zdarzają się przypadki przesyłania sobie ważnych zadań domowych, odrobionych lekcji, sugestii naukowych, ale dominuje styl zdawkowego i szybkiego komunikowania się, a szybko to można powiedzieć jedno, najlepiej kilkuwyrazowe zdanie typu: „Jutro znowu szkoła”, „Baba z matmy oszalała”, „Gośka ma nowego chłopaka”, „Kamil kupił sobie skuter”, „Ewa wpadła”, „Adam strzelił bramkę” albo przeprowadzić swój temat na forum o szkolnej wycieczce typu: „Jedziemy do kina?”, po takim pytaniu zwykle pada kilkanaście odpowiedzi w rodzaju „Ja nie”, „A kiedy?”, „Ale z kim?”, „Może 3b pojedzie z nami?” itd. Na pytani o szkołę trendy jest odpowiadać wymijająco – „Kto wie, co było z fizy na zadanie?”, „Kto by tam słuchał gościa?”, „Któreś ćwiczenie”, „Ja spałam na lekcji” itd. Jeśli ktoś już się zdradzi, co było na zadanie z fizyki, to ma jak w banku, że na forum nikt nie da tego po sobie poznać, ale kolejnego dnia ustawią się kolejki ludzi po zeszyt, aby odpisać. Co by się stało, gdyby interlokutorzy wspólnie zajęli się rozwiązaniem zadań? Szkoda na nie czasu w domu. Po co się męczyć, skoro ktoś to zrobi i da za darmo odpisać. Ale są i ambitne naukowe dyskusje na forum, dotyczą z reguły osób dorosłych i pracujących. Nie ma tam zbędnego rozwijania wątków, pada na [przykład pytanie: „Kto wie, jak podkręcić procka?” i odzywa się zazwyczaj jedna lub dwie osoby „Musisz zrobić to….” lub „Poczytaj na forum PC FORMAT”.

Blogowanie czy blagowanie?

Blogi to darmowe miejsca wydzielane przez wielkie portale, Onet, Gazeta, Wirtualna Polska czy Interia, służące do… prowadzenie kampanii reklamowych na stronach prywatnych osób. Jest to odmiana pasożytnictwa, a może i okradania z wartości intelektualnych poszczególnych internautów. Daje im się skrawek przestrzeni, aby pisali najmądrzej, jak tylko potrafią, a nad tekstem, zdjęciami umieszcza się „niewinną” kampanię reklamową, za którą płacą koncerny po to, aby zarobić. Treści blogów są własnością autorów, ale za to że piszą w tym a nie innym miejscu, nikt im nie płaci, a przecież na poczytności blogu zarabia właśnie jeden z wielkich portali, czyli koncern medialny. Jakość blogów w większości jest dostosowana do wieku autorów. Modne i szeroko rozpowszechnione blogowanie dzieci szkół podstawowych i gimnazjów to, niestety, publikowanie zdjęć i artykułów „żywcem kopiowanych” z oficjalnych stron internetowych zespołów muzycznych, portali informacyjnych, stron poświęconych różnego rodzaju grafice elektronicznej, modom, świętom, postaciom życia społecznego itd. Dorosły i myślący obserwator bez żadnego doświadczenia nawet domyśli się, że treści zawarte na blogach nastolatków to po prostu odmiana plagiatów, kradzieży wartości intelektualnych ciężko pracujących na co dzień nad swoim rzemiosłem pisarzy, publicystów, grafików, fotografów, webmasterów itd.

Do pierwszej lepszej wyszukiwarki można wpisać dla przykładu hasło „Doda” lub „Jonas brothers”, a pokażą się setki adresów stron, blogów, gdzie dzieci i nastoletnie panny, kawalerowie, rozpływają się nad urodą świata artystycznego swoich idoli. Poza stronami oficjalnymi owych wielce cennych autorów hitów, istnieje masa innych podobnych do peanów stron, a obecność na nich koleżanek z klasy, wpisywanie komentarzy przez kolegów, to rytuał niemal zarezerwowany na lekcje zajęć z informatyki.

W większości moda na blogi to dowód na katastrofę intelektualną młodego pokolenia. Najważniejsze wartości blogowicza to zasada, że ma się świecić, strona ma błyszczeć od grafik i różu, a czasem ma być czarna. Już samo wejście i pierwsze wrażenie powinno skłaniać rówieśników do aplauzu. Jest oczywiście wśród owej pustelni myślowej kilka blogów wartościowych, ukazujących dzieci i młodzież jako ludzi zdolnych, relacjonujących rzeczywistość i kreujących ją, są blogi literackie i filmowe, a ich autorzy potrafią zachwycić erudycją i wiedzą fachową, wspaniałymi recenzjami z róznych wydarzeń kulturalnych, niemal fachowymi felietonami i esejami. Zdarzają się także blogi twórcze ukazujące młodego autora jako początkującego twórcę literackiego. W całej powodzi blogowiska dziecięcego i młodzieżowego przeważa jednak zasada for free, czyli jak największy efekt wizualny za jak najniższą cenę. Owa cena to wkład pracy osoby blogującej, która w większości zawęża się li tylko do kopiowania i wklejania informacji. Zmartwieniem napawać może swoiste przyzwolenie społeczne na tego typu zjawisko. Bo oto córka czy syn informuje rodziców, że założył sobie bloga i rodzice cieszą się, wchodzą, oglądają, gratulują pomysłu dziecku, zostawiają pochlebne komentarze i nawet rozsyłają adres bloga dziecka znajomym i rodzinie. Są też nauczyciele informatycy i wychowawcy, którzy tworzenie tego typu bloga przez nastolatków traktują jako wyjątkowo pożyteczną i nagradzają ocenami celującymi lub bardzo dobrymi. A przecież to zwykła kradzież.

Owszem, jeśli uczeń, dziecko coś pisze, robi jakieś zdjęcia, stara się, bo pragnie stworzyć jakąś wartość, to nagroda i pochwała się należy. Natomiast jeśli blog to w całości „sklejka” z różnych innych stron www, to nie powinno być mowy o żadnych pochwałach i ocenach.

Dorośli także prowadzą swoje blogi. O ile jednak nastoletni internauta de facto promuje na swojej stronie artystów, do których czuje sympatię, to dorośli promują siebie. Różnie to wygląda w odniesieniu do polityków. Poziom monologów i rozważań, przekazywane informacje, oceny prac parlamentu, wydarzeń bieżących to zwykle kampania wyborcza. Strony posłów, często profesjonalne, ale bywają i obskurne, proste i archaiczne, to przede wszystkim wizytówki partyjne. Sama obecność na stronach www konkretnych polityków aktywnie uczestniczących w życiu społecznym i parlamentarnym to swego rodzaju wyróżnienie. Konkretny polityk mówi wszak wyborcom w ten sposób: „Ja pracuję dla was i nie mam nic do ukrycia”. Każdy wpis na blogu jest datowany, więc łatwo można zidentyfikować ruchy autora i zweryfikować poglądy, a nawet obecność tam, gdzie być powinien, a nie był, bo pisał newsa do swego bloga.

Różnica pomiędzy stroną internetową a blogiem jest niewielka. Strona pełni rolę wizytówki, przedstawia postać autora i jego dorobek, udział w życiu publicznym. Z kolei blog jest zapiskiem myśli i jako taki może być oceniany pod wieloma względami, na przykład pod względem stylistyczny, poziomu kultury osobistej, erudycji czy powiedzmy wprost wykształcenia. Może się zdarzyć zwykłemu internaucie blogującemu, że popełni gafę różnego rodzaju (błędy ort., literówki, mylne daty historycznych wydarzeń itp.), mniejszą lub większą, ale politykowi nie powinno.

Osobną dziedziną blogowania jest zajmowanie się tego rodzaju twórczością przez dziennikarzy, artystów i ludzi pióra. Gdy mowa o dziennikarzach, cóż, jeśli są to etatowi pracownicy tej czy innej stacji TV, czasopisma lub portalu www, to ich kontrakty z pracodawcą wykluczają niejednokrotnie może nie wolność słowa, ale spontaniczność wypowiedzi. Oczywiście jakość pisania to papierek lakmusowy poziomu całej gazety. Dlatego odwiedzając strony blogujących dziennikarzy można rozpoznać, który z nich potrafi pisać krótkie i odtwórcze jedynie notatki prasowe, a kto ma do powiedzenia coś więcej, kto, mówiąc metaforycznie, potrafi korzystać z klawiatury, a kto nie. Publikowanie zatem własnych opinii, uprawianie publicystyki za free może być materiałem do oceny dokonywanej przez pracodawcę. Dziennikarze i ludzie pióra żyją z pisania. Niektóre strony czasopism, blogi zatrudnionych w nich dziennikarzy, dowodzą, że przydzielanie ich do działów ogłoszeń czy kronik policyjnych, towarzyskich, to przydziały poczynione na miarę ich możliwości. Jest wiele dzieci i młodzieży, która potrafi pisać.

Gdyby wybranych spośród nich poprosić o dostarczenie informacji ważnych w życiu ich lokalnej społeczności, to co tydzień można by z nich ułożyć niejedną ale kilka gazet lokalnych.

Niestety, poziom blogów jak i prasy lokalnej jest często podobny do siebie, a wiele artykułów można by zamknąć w schemat: „W lesie rosną drzewa” – w całym kraju rosną drzewa, więc co to za wiadomość?

Żadna, ale zajmuje tyle miejsca w gazecie, ile potrzeba, aby kilka rodzin miało na opłaty. Blogi artystów i ludzi pióra to rozdział tematyczny bliski literaturze, więc wymagający pewnej znajomości rzeczy, zatem skierowany do wąskiej grupy odbiorców. Jeśli blog zamienia się w dziennik lub pamiętnik, to „klops”, bo kogo obchodzi codzienne życie np. blogującego aktora czy pisarza, chyba że od czasu do czasu rzuci parę szczegółów z życia intymnego. Najlepsze i najbardziej interesujące jest przyglądanie się powstającej twórczości, czyli pisanie dzieła mającego jakiś styl i sens, w miarę czytelnego, lecz żyjący z pisania autor nie może za darmo publikować swojej nowej książki, bo nikt jej nie kupi w księgarni. Wpiszmy więc w wyszukiwarce hasło typu „powieść internetowa”, „najnowsze moje wiersze”, „nowela internetowa” itp. zależnie od upodobań gatunkowych czytelnika i dowiemy się prawdy.

“Ja” Najmądrzejszy

Jest w moim, polskim narodzie cecha przewyższająca każdy inny naród, no, nie znam wszystkich, ale te dookoła Polski i owszem. Ta cecha to zarozumialstwo widoczne w komentarzach blogów.

Choćby nie wiem jak mądry byłby blog czy forum, zawsze zdaniem komentatorów to nie autor jest ambitny i mądry, a dodający swoją opinię.

Współczesna technologia tworzenia stron w oparciu o php i Javę, Joomlę, WordPress i podobne platformy umożliwia właśnie dodawanie komentarzy. Wielkie redakcje sportowe, oblegane i najpopularniejsze portale polskie, zatrudniają armię moderatorów, czyli redaktorów, którzy niestety muszą bawić się w cenzorów. Niestety, bo internet to miejsce demokratyczne i wolne od wszelkich nacisków czy ograniczeń, po drugie niestety – poziom niektórych komentarzy jest tak niski i wulgarny, że aż włos się jeży. Pomijając inwektywy jednak i poziom merytoryczny komentatorów blogów, wszelkich innych artykułów zamieszczanych na stronach www w komentarzach dominuje żółć, jad i niewyobrażalna nienawiść konkurująca z wszechobecnym w komentarzach „Ja Najmądrzejszy” – w skrócie JaN. JaN to osoba serfująca w sieci, narrator wszechwiedzący i komentator w jednym, znający się na wszystkim. Wiek JaNa można określić jedynie po zasobie jego słownictwa i stylu wypowiedzi, a zatem jest to prawdopodobnie sfrustrowany mężczyzna, któremu nie wyszło w szkole podstawowej, nie ma też pracy, bo siedzi w domu, a żyje z rodziny, to znaczy z tego, co znajdzie w lodówce. Kto do tej lodówki wkłada artykuły żywnościowe, mniejsza o to.

Czasami jest wściekły z głodu, a czasami sprawia wrażenie pijanego, bełkoce coś, natomiast wszyscy jesteśmy poddani jego wnikliwej ocenie i wzrokowi. Ma wiele wspólnego z Wielkim Bratem, ale w przeciwieństwie do niego zupełnie obca mu jest etyka i kultura. Prawdopodobnie nie ma czasu nawet na toaletę, bo jest wszędzie i spotkać go można w sieci o każdej porze… JaN to persona non grata i wszyscy dobrze o tym wiedzą. Pojawia się nie tylko w Internecie, ale gości w TV, radiu i brukowcach. Pełne i prawdziwe jego personalia to JaN Cham de Prostak.

Ogólne wrażenie

Młode pokolenia Polaków mają od dzieciństwa za free dostęp do wszelkiego dobra kulturalnego. Na swojej stronie internetowej napisałem wręcz, że „Wszelka twórczość jest dziś jedynie towarem do ściągnięcia”. To w zasadzie podsumowanie wszystkich rozważań na tematy kultury i rozwoju jednostki we współczesnym świecie. Małe dziecko prosi dziś tatę „Ściągnij mi bajkę lub grę” i tata klika tam, gdzie powinien, a kolejnego dnia dziecko już ogląda nowość wyprodukowaną dwa tygodnie wcześniej lub gra w grę, nad którą rzesze informatyków pracowało latami. Wszystko od dziecka ma za free, za darmo, więc idąc do przedszkola i do szkoły dziwi się, że ktoś stawia mu jakieś wymagania. Pierwszy raz się z tym spotyka, bo do tej pory miał zawsze to, co chciał, żył w świecie pozbawionym ludzi, bo mama i tata mieli swoje zajęcia, a ono, dziecko swój komputer. Na poziomie klasy czwartej SP uczeń ten już sam potrafi wpisywać i wyszukiwać pożądane materiały z darmowej sieci. Że czasem ściągnie coś nie dla siebie, bo ktoś nazwał inaczej niż powinien grę lub film, szczegół, najwyżej zapozna się z tym, co jego dziadkowie poznawali dopiero po dwudziestym trzydziestym roku życia.

W jaki sposób ma postępować szkoła, rodzice, społeczeństwo z faktem żądań i roszczeń nowych pokoleń, którym wydaje się, że jak to, przecież powinniśmy się cieszyć z ich istnienia. Wymagania, kształcenie to dla młodzieży wyrastającej w „przyjaznym” komputerowym świecie totalne odbieranie praw przysługujących im i ich żądaniom. Do tej pory było tak, że wszystko było za free, może niektórzy od czasu do czasu na prośbę mamy wynieśli z domu śmieci, ale rzadko, bo przecież mają naukę. Teraz każe się im w szkole uczyć, a w domu marnować czas na książki i tym podobne bzdury, podczas gdy współczesne dzieci i młodzież szczególnie żyje życiem sterylnym, zerojedynkowym, wirtualnym, a do szkoły przychodzi tylko dla podtrzymania tradycji, bo rodzice tak chcą. Nauczyciele mówią do nich o pracy, przyszłości i zawodzie, ale młodzi ludzie nie rozpoznają w tym świata, w którym się wychowywali. Na JaNa siedzącego obok, reagującego śmiechem i inwektywami wobec nauczycieli i współuczniów, reagują lękiem i podziwem. Rozpoznają w nim tego „wielkiego” JaNa, który tak zgrabnie i bezceremonialnie wyzywa każdego w internecie, nie pozostawia suchej nitki na żadnym autorytecie, pluje na najświętsze wartości. Tak, to dla młodzieży obserwującej życie poprzez monitory i ekrany autorytet. Oni tak nie potrafią, a może wśród nich są kolejni anonimowi JaNowie, ale nie potrafią wyjść jeszcze ze świata wirtualnego, nie znają agresji i z domu rodzinnego, tylko z internetu i mediów. Szkoła średnia to miejsce dla tych właśnie, którzy w czasach gimnazjów jeszcze się nie ujawnili ze swoją negatywną oceną rzeczywistości. Żałośnie wyglądają, kiedy tak protestują przeciwko zasadom czytania i uczenia się, niewielu ich słucha, bo spora grupa internautów już dojrzała i wie, że w życiu trzeba pracować, aby swoim dzieciom w przyszłości mieć za co kupić… komputer i internet.

To my, Simsy

Stwarzanie pozorów życia w sieci komputerów to tak jak hodowanie własnym Simsów. Tej gry nikomu nie trzeba przedstawiać. Bezwolny i przez wielu postrzegany jako śmietnik cywilizacji internet to wirtualna rzeczywistość, która z czasem zacznie nad ludźmi dominować. Pierwszymi oznakami tej dominacji są różnego rodzaju postawy i wartości rozpowszechniane na masową skalę, a obce kulturze i cywilizacji europejskiej. Kiedyś skrzynki mailowe i czaty, teraz awatary, fora i portale społecznościowe, komunikatory i inne wynalazki służąca teoretycznie do łączenia i zbliżania ludzi, tak naprawdę działają przeciwko nam. Darmowość i nieczystość, brak szacunku dla czyjejkolwiek pracy, brak autorytetu i wsparcia etycznego to choroby rażące i raniące wielu ludzi, którzy tak naprawdę nie potrafią zdiagnozować chorób cywilizacji takich jak wzrastająca agresja wśród dzieci i młodzieży, brak poczucia więzi i tradycji kulturowych, przenoszenia postaw anonimowych i często nieuczciwych, wyuzdanych, skompromitowanych i złych do świata realnego, to niektóre z zagrożeń prowadzących do klęski systemów pedagogicznych.

Obrazowo rzecz ujmując, porównajmy zachowanie akwarystów i przeciętnych rodziców. Kiedy państwo Kowalscy zdecydowali się na zakup akwarium, przewertowali w internecie szereg publikacji na ten temat i z powodzeniem założyli piękne akwarium. Po jakimś czasie liczba rybek zmalała, bo nieopatrznie do rybek spokojnych dokupiono z racji urody ryby waleczne, a te pozjadały „ospałe” i mniejsze od nich.

Błędu tego państwo Kowalscy nie powtórzyli więcej i zaczęli później hodować tylko te „silniejsze” gatunki. Kiedy dowiedzieli się o mającym przyjść na świat potomku, sprzedali akwarium, przewertowali sieć globalną w poszukiwaniu informacji na temat przewijania i karmienia niemowlaków. Z książką w ręku i długopisem w ręku karmili i przewijali pociechę, zapisując każdy stolec na kartce, bo tak im radziła położna. Kiedy już dziecko zaczęło chodzić i mówić kupili mu najmodniejszą zabawkę na świecie – komputer. Cóż „Każde dziecko ma komputer i internet w domu, więc dlaczego nasze ma być gorsze” – mówili. Zanim latorośle poszło do szkoły z globalnej wioski napłynęły do niego informacje od JaNów, że „starzy” nie zawsze mają rację, a najlepsze życie jest wtedy, kiedy człowiek jest wolny i nikogo się nie boi. Państwo Kowalscy nie zdawali sobie sprawy z faktu, że ich mały Jaś to JaN, który wkrótce zaatakuje nauczyciela za to, że tamten zadaje jakieś zadania domowe… Kilkanaście lat później rozczarowany życiem realnym a zachwycony wirtualnym JaN coraz częściej zasypiał i budził się w Internecie, no, przy internecie, a od ciągłego wgapiania się i surfowania odrywały go jedynie przemarsze do lodówki. Rodzice chcieli mieć „silne” i mocne rybki, o których przyszłość nie będą musieli się martwić. Kupili więc same drapieżne, a te pożarły spokojne rybki. Co zrobią z JaNem?

Zalety internetu? Są, oczywiście. Można na przykład porozmawiać z rodziną, która jest gdzieś daleko stąd, patrzeć na siebie i rozmawiać. Jest w internecie wiele miejsca na uczciwą i mądrą pracę. Są internauci poświęcający swój prywatny czas po to, aby ludziom tłumaczyć zawiłości tego świata z różnych dziedzin. Można też wręcz założyć swój wirtualny kościół i ogłosić się bogiem, i takich bogów mogą być w przyszłości tysiące. Tego należy się obawiać, mimo że jest to miejsce demokratyczne i bez cenzury, to jednak zło, lenistwo, pycha, brak szacunku do prawa to przede wszystkim cechy świata wymyślonego po to, aby ułatwiać życie. Mimo wszystko na razie jednak poszerza się krąg ludzi, których w zasadzie nic nie interesuje poza jednym, byciem JaNem, wolnym ptakiem, którego jeszcze nie tak dawno moi rodzice i moi nauczyciele nazywali po prostu i swojsko: darmozjadem. Dla najmłodszego pokolenia to może abstrakcja, ale kiedyś darmozjad był człowiekiem młodym, któremu nic nie chciało się robić, stawiał tylko wszystkim wymagania i żądania, do każdego miał o wszystko pretensje, a tak naprawdę był patentowanym leniem i intelektualną próżnią. Armia takich ludzi wyrusza codziennie do szkół, biur, miejsc pracy itp., wcześniej oderwawszy oczy od monitorów, idiotycznych i pozbawionych kreatywności portali społecznościowych, forów dyskusyjnych, klubów ściągających za free z internetu nawet cudze życiorysy, bo łatwiej mieć szablon niż samemu cokolwiek stworzyć. A cóż my możemy wymyślić, przecież za nas, za Simsy myśli „wielki” JaN.

Martwi też jeden fakt. Są już w klasach maturalnych kolejni uczniowie „chowu informatycznego”. Należy do nich pokolenie, które od klasy pierwszej szkoły podstawowej (odpłatnie a później programowo) poznaje tajniki informatyzacji. Nikły procent wśród nich to ludzie zainteresowani działaniem, które można określić jako wpływanie na ów wirtualny świat. Większość to zwykli obserwatorzy witryn internetowych, zatem nudzący się i nie czujący potrzeby żadnych zmian. „Mają niemal przyrośnięte do dłoni myszki” i potrafią nimi klikać na wyścigi godzinami. Gdyby choć procent tej energii wykorzystać na… coś pożytecznego dla nich samych, np. spacery lub zabawę z rodzeństwem?

Nowe pokolenia internautów

Internet to jeszcze nowinka, zważywszy na coraz to inne mody funkcjonujące w jego obrębie, i awangarda wielkich przemian technicznych i społecznych. Męczyć może to, że coraz więcej JaNów wśród nas, właściwie wszędzie, w TV, w urzędach, w czasopismach, na ulicy, a coraz mniej zwykłych, szarych pracowników, którzy nie obserwują życia na monitorach, ale po prostu żyją. Współczesna młodzież chodzi z głową w chmurach i jest bardzo roszczeniowa, a przy tym niczego nie jest ciekawa poza czatami, na których niestety marazm i stagnacja. Coraz częściej też jakość tworzonych i podawanych dla interneutów serwisów to po prostu kpina i wynik gonitwy za reklamodawcą. Przykładem są nagłaśniane dewiacje rodziców, którzy katują własne dzieci, pedofili, alkoholików kierujących pojazdami itp. Najważniejszym gościem mediów są obecni obowiązkowo rzecznicy komend Policji, dyżurni psychologowie i socjologowie. Nie widać żadnych pozytywnych prób zachęty do życia oddanego pracy lub jakimś prawym ideałom. Judym, lekarz idealista, który żył w powieści młodopolskiej, to dla współczesnych Polaków UFO, ostatni Mohikanin. Oczywiście najlepsza wiadomość dla mediów, to zła wiadomość, czyli katastrofy, masakry, ludobójstwa, gwałty i dewiacje. Może i dlatego dzieci i młodzież szukają alternatywy w internecie, gdzie prędzej można znaleźć neutralne miejsca bez przemocy, ale zamykanie się na świat okrutny w pozbawionym racji bytu i sensu wirtualnym świecie społeczności konsumującej reklamy i dającej zarabiać na tym wielkim koncernom, to doprawdy pozory życia i zmierzch humanizmu. Jeden z uczniów napisał kiedyś w pracy pisemnej, że mediami rządzą sadomasochiści sycący się krwią niewinnych ofiar przemocy i od tego świata najchętniej uciekłby jak najdalej. Świat wirtualny dla wielu dzieci i młodzieży jest ucieczką przed prawdziwym życiem, którego boją się z wielu powodów, nie tylko wymagań im stawianych.

Martwi też bardzo duży i coraz większy procent dzieci i młodzieży traktujących życie, współuczniów i nauczycieli jak podległych im Simsów, z którymi mogą zrobić wszystko, nawet stłamsić, podporządkować, upodlić, zgwałcić, podeptać, zabić- zresetować…

Epilog

Oczywiście internet jest dla ludzi, to źródło wiedzy i pewnie cała przyszłość świata informatycznego jest w nim zapisana. Natomiast z pewnością nie jest i nie będzie opiekunką do dzieci, nie zastąpi mamy, taty, dziadków i kontaktu dzieci z członkami rodziny. Tam, gdzie ów kontakt jest w jakiś sposób ograniczany z różnych powodów, aktualnie najczęściej brak czasu dla dzieci (rodzice poświęcają się karierze, ciężko pracują tu i za granicą), tam JaN będzie jedynym wychowawcą. Straty spowodowane jego działaniem mogą być nieodwracalne. Osobowość dzieci i młodzieży jest bardzo podatna na wpływ jednostek sfrustrowanych i prostackich, zresztą w ogóle jednoznacznych i charakterystycznych. Z tego powodu ogromną rolę wychowawczą ma do odegrania, poza rodzicami, szkoła i czytelny, jasny i zrozumiały dla małego dziecka system wartości.

22.09.2008 r.

Podziel się ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+
Share on VK
VK

Dodaj komentarz

Najnowsze wpisy
REKLAMA




Archiwum

kocham język polski - strona główna