Knockout Boxing Night 8

Na gali Knockout Boxing Night 8 udanie zadebiutował na zawodowym ringu 24-letni Kamil Bednarek. Znokautował Piotra Rzymana, którego dobrze wyczuł. Trafiony lewym sierpowym i później dokończony Piotr nie dotrwał nawet do drugiej minuty spotkania. Kamil tłumaczył się po walce, że udało się trafić rywala i mógł go oszczędzić, „ale po co się narażać, żeby później dostać samemu jakiś przypadkowy cios…” – coś w tym rodzaju. Czyli logika poparta umiejętnościami posłała na deski Rzymana i cóż, nie wystarczy wyglądać na groźnego i silnego, bo zawsze znajdzie się jakiś pogromca o pół sekundy szybszy! Na tym polega piękno sportów walki.

Rewelacyjna walka Marka Matyi (po lewej) zasługuje na tytuł walki roku. Doskonała kondycja i dyscyplina, odwaga i konsekwencja – wszystko na najwyższym poziomie. (foto: dziennikzachodni.pl)

Doskonale spisał się w swojej walce Marek Matyja (16-1-2, 7 KO) z mocnym Tonym Averlantem (27-11-2, 5 KO). Był przygotowany na rewanż z Pawłem Stępniem, ale z powodu kontuzji rywala, został on zastąpiony Francuzem. Mówiono, że jest to przyszły potencjalny mistrz Francji, który ma za jakiś czas zmierzyć się o tytuł a do Polski przyjechał na „sparing”. Matyja nie dał mu jednak żadnych szans i tylko w rundzie pierwszej Tony cokolwiek pokazał. Imponował za to Matyja przede wszystkim dyscypliną taktyczną. Z trenerem analizowali wspólnie walki Averlanta, układając styl i sposób pojedynku. Dominowały więc uderzenia na brzuch i wątrobę. Na tym się skupiał Matyja. Był konsekwentny, co przyniosło najpierw liczenie po upadku na deski Francuza w trzeciej rundzie, a następnie w piątej Polak dokończył dzieła zniszczenia, posyłając rywala ponownie na deski i odbierając ochotę do walki. Popisał się dojrzałością, doskonałym wyczuciem czasu i balansu, ale przede wszystkim samodyscypliną i mądrością: bez „podpalania się” i bijatyki, boks w czystej postaci. Gdyby w ringu stał Stępień zamiast Averlanta, byłoby ciekawiej…

Jeśli to najtrudniejszy rywal Polaka, to czeka go naprawdę wielka kariera i jest gotowy na wyjazd za Ocean. Tylko tam może walczyć o upragniony tytuł mistrza świata wagi średniej. (foto: dziennikzachodni.pl)

W swojej kolejnej walce na ringu wystąpił Fiodor Czerkaszyn (13-0, 8 KO), 23-letni Polak rozpoczynający karierę jako dziecko jeszcze na Ukrainie. Walczył z najbardziej utytułowanym jak do tej pory przeciwnikiem, Argentyńczykiem Guido Nicolasem Pitto (26-6-2, 8 KO). Ma on na swoim rozkładzie kilku mocnych pięściarzy, a wygrał min. z Jack’iem Culcay’em i  nigdy nie padał na deski. Tym razem było inaczej. Czerkaszyn atakował silnymi ciosami na tułów i zmusił rywala do odsłonięcia głowy. Pod koniec pierwszej rundy uderzył mocno i Pitto upadł, aby następnie być liczonym. Fiodor tuż po komendzie „walka” ruszył na przeciwnika i atakował silnymi sierpami na głowę. Ich ilość i moc sprawiły, że Argentyńczyk mieszkający w Hiszpanii stał nieprzytomnie, co groziło poważnym nokautem. Jego trener widząc to, rzucił ręcznik na ring w momencie, gdy do akcji wkroczył sędzia i przerwał walkę. Czerkaszyn wygrał przez nokaut. Zaliczył doskonałą walkę, popisując się tym razem nie tylko taktyką, ale też siłą ciosu, jakiej do tej pory nie pokazywał. Choć ma na swoim koncie zwycięstwa przez KO, to widać było wyraźnie, iż moc prostych i sierpów podniosła się. Potwierdził tym samym swoje uzasadnione wysokie aspiracje do poważnych wyzwań.

To było do przewidzenia, pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej nie miał problemu z posłaniem na deski Włocha. (foto: dziennikzachodni.pl)

W walce wieczoru wystąpił Artur Szpilka (22-4, 15 KO) naprzeciwko włoskiego byłego czempiona Fabio Tuiach (29-6, 16 KO). Miał on kończyć ponoć karierę, ale przyjął walkę ze Szpilką. Polak nie dał mu najmniejszych szans. Lżejszy o około 12 kilogramów Szpila ruszał się szybciej i punktował, a gdy raz trafił w głowę lewym prostym, Fabio upadł na deski. Powrót po liczeniu niczego nie zmienił, Włoch dostał kolejne ciosy i przegrał.

Po zwycięstwie Artur Szpilka zapowiedział zejście do kategorii cruiser, gdzie limit górny to blisko 91 kg. Ma zatem jeszcze długą drogę do zrzucenia wagi, bo ponad 10 kilogramów – a zrzucił już dzięki diecie i ćwiczeniom w Hiszpanii około 14 kg. W tzw. „stajni Wasilewskiego” znajdzie się co najmniej trzech rywali, z którymi Szpila będzie mógł rywalizować. To między innymi Włodarczyk – były mistrz WBC, Głowacki – były mistrz i obowiązkowy pretendent do walki o pas mistrzowski WBO, a także nowa postać Balski, który akurat przechodzi z TYMEX’u i zobaczymy go w grudniu w Zakopanem. W każdym razie spośród utytułowanych mistrzów Wasilewskiego tylko Diablo nie padł na deski po ciosach na szczękę. Głowacki i Szpilka byli trafiani i nokautowani w ten sposób. Z kolei najstarszy z nich to Włodarczyk mający niedługo stoczyć swoją kolejną walkę. Szpila prowokuje go medialnie do pojedynku, odkrywając prawdę, że kiedyś „spuścił mu łomot” poza ringiem i mają między sobą jakieś zaszłości.

Odnośnie deklaracji Szpilki i jego chęci spotkania w ringu z Diablo… Obserwuję karierę i rozwój Włodarczyka od początków kariery tego pięściarza. Jako sportowiec przepracował ponad 20 lat, wylewając pot i łzy na ringach. Mimo iż był swego czasu objawieniem i miał ogromny talent, zawsze szanował rywali i dobrze przygotowywał się do walk. Można powiedzieć, że jest w pełni profesjonalistą, natomiast Szpilka przy nim to zwykły amator i „awanturnik” – nie pracuje w pocie czoła, nie ciuła rekordów i doświadczeń. Prawdopodobnie „idzie za kasą”. Zniecierpliwiony nudną karierą i słabym strumieniem przepływu pieniędzy na jego konto Szpilka wyzwał na pojedynek Bryanta Jenningsa w 2014 r. przez internet i tak to się kręci do dziś. Aktualnie obrał taktykę prowokowania zawodników cruiser w Polsce, bo on teraz jest z… Hiszpanii i wszyscy mają się mieć na baczności. Zapomina, że w tej kategorii wagowej mamy swoich Wilderów, Kownackich i Chisorów, którzy z pewnością nie opuszczą przed nim gardy. Ale, napatrzył się na nich na salach treningowych i wysoko zadziera nosa. Może nie ma świadomości, że niszczy cały polski boks swoją postawą roszczeniową i wyzywaniem wszystkich w internecie?

Nie jestem pewny też źródeł popularności Szpili w social mediach, mianowicie czy ludzie rzeczywiście w niego wierzą, czy tylko podsycają w nim celowo ogień ambicji, który go spali i wtedy wreszcie (dla nich) zniknie z mediów. Słowem, można podejrzewać, że jest traktowany jak zwykły oszołom. Na ringu z ciężkimi z topu pokazał raczej słaby kunszt bokserski, tzw. „szklaną szczękę” i fatalną kondycję. Można śmiało porównać go z Izu, którego wydolność raptem zmalała po pierwszym nokaucie na głowę z Breazealem i po Różańskim honorowo wycofał się z ringu. Klucz do zwycięstwa ze Szpilką znają już wszyscy i jest on dostępny do wglądu na youtube. Ma słabe punkty, których z pewnością żaden liczący się pięściarz nie przegapi i ewentualnie wniesie z sobą do ringu, a gdy nadejdzie pora, wykorzysta, aby pokonać Artura.

Trudno powiedzieć, jak potoczą się losy kariery Szpilki, Włodarczyka i Głowackiego? Pomijając „pyskówki” i stare zadry przypomnijmy, że dobrym testerem polskich zawodników cruiser mógłby być Rosjanin Murat Gassijew (26-1-0 – 19KO). Włodarczyk dzięki niemu zna już swoje miejsce w tzw. „szeregu”. Czas na Głowackiego i później na Szpilkę, jeśli rzeczywiście któryś z nich pragnie tę wagę zdominować.

Podsumowując wydarzenia KBN8, można śmiało powiedzieć, iż TVP wykazało się świetną intuicją, podpisując kontrakt z Knockout Boxing Promotions Andrzeja Wasilewskiego. Wcześniejsze walki tej organizacji widzieliśmy przez lata w Polsacie. Poziom pięściarski na ringu w Sosnowcu był bardzo wysoki i zadowalający fanów boksu. Nie dopisali niestety dziennikarze prowadzący, którzy nie bardzo wiedzieli, co zrobić z czasem, gdy walki kończą się za szybko i w związku z tym trzeba koniecznie znaleźć jakąś „zapchajdziurę”. Odbijało się to na jakości transmisji, gdy przepytywali „na siłę” pięściarzy i gości, aby tylko nie było ciszy w eterze. Takie wydarzenia trzeba zaplanować i do nich się przygotować. Słuchanie wywodów dziennikarzy „wymądrzających się” przy bokserach, to przykre doświadczenie dla fanów.

Dodaj komentarz