Maciec vs Tyner kompromitacja

Pojedynki bokserskie bywają kompromitacją głównych bohaterów, którzy nie potrafią nawiązać równorzędnej walki, ale też organizatorów czy sędziów, z wiadomych powodów – wpadki zdarzają się każdemu, takie jest życie. Tym razem skompromitowali się komentatorzy – Andrzej Gmitruk (trener) i Janusz Pindera (dziennikarz) komentujący pojednek podczas lubelskiej gali boksu zawodowego. Na ring weszli Polak – Łukasz Maciec (5KO) i Amerykanin – Leonardo Tyner (20KO). Obaj mają niezły dorobek i ważą po 67,3 kg. Stoczyli dość ciekawą 10-rundową walkę.

W pierwszych trzech rundach obaj pięściarze starali się przestraszyć rywala i zdobyć przewagę psychologiczną. Gorzej zaprezentował się Łukasz, jego ciosy nie sprawiały wielkiego wrażenia na rywalu. Za to szybciej regenerował siły i odważnie stawał do walki.

Od czwartej rundy Tyner nacierał, wywierając presję, ale tylko sporadycznie wyprowadzał ciosy. Z kolei Maciec dwoił się i troił, aby urozmaicać repertuar ciosów. Po kolejnej rundzie Amerykanin już tylko człapał po ringu za przeciwnikiem, patrzył wyzywająco na Polaka lub bezmyślnie rozkładał ramiona, pokazując, że ciosy Łukasza nie robią na nim wrażenie. Po walce przyznał, że nie mógł nadążyć za Maćcem i ten po prostu za szybko uciekał – odskakiwał.

Maciec vs Tyner podczas walki
Maciec vs Tyner podczas walki

Walka na ringu miała zupełnie inny przebieg niż ta opisywana przez komentatorów. Obaj panowie zachwycali się dorobkiem Tynera, który ponoć sparował z „największymi nazwiskami” amerykańskiego boksu. Ani Gmitruk, ani Pindera nie starali się być obiektywni i dali się ponieść aurze wielkich zwycięstw, jakie odniósł lub odniesie jeszcze Tyner. Patrząc na ring, widzieli tylko jednego zawodnika, amerykańskiego. A ten, grzecznie i kulturalnie po zawodach skomentował, że wydawało mu się, że aż tak nie odstawał od Łukasza, jak na to wskazali dwaj sędziowie – jeden typował 98-95, drugi 98-92 dla Polaka a trzeci wskazał remis 95-95!

Maciec vs Tyner podczas ważenia
Maciec vs Tyner podczas ważenia

Dlaczego kompromitacja?

  • Po pierwsze dziennikarze nie wykazali się obiektywizmem, podobnie jak podczas Eurowizji dziennikarz Orzech doznawał niezrozumiałego uniesienia na dźwięk rzeczownika „Austria” i przez cały czas jak mantrę powtarzał – „Austria należy do faworytów”, aż przykro było tego słuchać, a gdy kamera zbliżała się do pani Wurst, piał z zachwytu, bo ponoć słyszał ją/jego podczas prób. To nie brzmiało profesjonalnie. Tak samo zachwycali się Tynerem obaj komentatorzy Polsatu, co jest dalekie od standardów. Mogli głośno liczyć ciosy obu pięściarzy, a potem je podsumować i punktować rundy, bo nie jest ważna tylko waga ciosów. Decyduje jednak ilość celnych ciosów.
  • Po drugie sędziowie to specjaliści, którym płaci się za liczenie ciosów i ocenę całościową, wrażenie z walki – który pięściarzy był na koniec świeższy, ten, który gnał do przodu bez ciosów, a może ten, który uciekał, ale zadawał ciosy? Krytykować sędziów można w prasie i na blogach, ale nie przed kamerami, czego dopuścił się pan Pindera, podkreślając na zakończenie, że ma inne zdanie. Ma do tego prawo, ale przecież nie liczył ciosów Maćca, a tylko akcentował moc niektórych ciosów Tynera.
  • Po trzecie kompromitujące jest także komentowanie po meczu i próba wpływania na opinię publiczną. To z pewnością nie podniesie rangi widowiska i w złym świetle stawia gospodarza. Polsat nie wynajął i nie płaci dziennikarzom za podważanie rezultatów sędziowskich, czyli za tworzenie sztucznej atmosfery skandalu. Dlaczego Polak nie może wygrać na polskim ringu z Amerykaninem? Przecież Tyner nie powalił Maćca, ani nie osiągnął druzgocącej przewagi. Czy na ringu amerykańskim lub innym polski bokser jako gość miałby szansę wygrać, gdyby walczył z taką nonszalancją jak Tyner? Wątpliwe.

Gratulacje dla Łukasza Maćca, świetna walka i zasłużony tytuł mistrza RP. Sukcesów w dalszym rozwoju kariery i samych zwycięstw – za oceanem? Tak, tak, tam również albo przede wszystkim. Życzliwych sędziów i jeszcze przytomnych, obiektywnych komentatorów wypada Panu życzyć 😉

Albert, dzieki za całą karierę.

W walce wieczoru na tej samej gali w Lublinie wystąpił Albert Sosnowski. Przegrał z Marcinem Rekowskim przez nokaut w 7 rundzie. Wiek 35 lat to dla boksera najlepsze lata rozkwitu talentu. Sosnowski pierwszą walkę zawodową stoczył w 1998 roku, Rekowski dwa lata temu. Pomimo że są w podobnym wieku i mają podobną budowę fizyczną, uderzony kilka razy w głowę Sosnowski gubił się w ringu i żal było na niego patrzeć – sprawiał wrażenie „wyłączonego” i przestraszonego. Po walce z Kliczką, podczas której przez jego głowę „przetoczył się czołg”, powinien dłużej odpoczywać, a być może zająć się czymś innym z korzyścią dla własnego zdrowia. Rekowski być może ma szansę stanąć do pojedynku z Andrzejem Wawrzykiem, którego wczoraj zastępował w ringu (wypadek samochodowy). W każdym razie to on jest aktualnym mistrzem Polski w wadze ciężkiej i jak na tę wagę trzeba przyznać, jest bardzo szybki i skuteczny.

Skomentuj...