fan codzienności

W zakończonym w sobotę finale turnieju tenisowym na trawiastych kortach Wimbledonu zwycięstwo odniosła Angerlika Kerber (30l., nr 4 WTA). Niemiecka i polska tenisistka (Brema, Puszczykowo w Wielkopolsce) zachwyciła pod wieloma względami. Wygrała spokojem wewnętrznym i cierpliwością. Ograła Serenę Williams (36l., nr 28 WTA) w dwóch setach – 6:3, 6:3 i tym samym udanie zrewanżowała się za przegrany finał sprzed dwóch lat, gdy Serena zwyciężyła i dumnie podniosła wielką paterę nad swoją głowę. Tym razem to Angelika upadła z radości na trawę, aby potem zerwać się i biec w stronę bliskich na widowni. Fanom sportu pozwoliło to na krótką refleksję, iż zawód tenisisty to wybór naprawdę ciężkiego kawałka chleba. Owszem, są pełne widzów korty, transmisje, białe stroje i atmosfera elitarności, a jednak mimo to obciążenia dla organizmu są równe największemu wysiłkowi, jaki może znieść człowiek. Widać to było także podczas wygranego przez Novaka Djokovicia półfinału z Rafaelem Nadalem.

Na zdjęciu dwie najlepsze tenisistki, które doszły do finału. Są równe sobie i tylko od jednego pojedynku zależy przewaga jednej nad drugą. Wygrana nie zmienia relacji i szacunku pomiędzy nimi. (foto: thestar.com)

Tenisistki stawiły się w finale w dość trudnym roku tenisowym dla siebie. Angelika miała problemy z formą, rozpoczęła współpracę z nowym trenerem i bardzo przeżywała internetowe komentarze hejterów. Serena wciąż wprawia się w rolę matki i trudno jej się koncentrować wyłącznie na pracy i karierze zawodniczej. Amerykanka zaliczyła mniej turniejów i zwycięstw, zajmując odległe niż zwykle miejsce w rankingach. Mimo wszystko pokazały ogromną kulturę gry i kulturę osobistą. Wielkie poświęcenie jest różnie nagradzane. Sława, pieniądze dla sportowców i zachwyt widzów, fanów, szczęście rodzin, ale są też słowa uznania mistrzów po walce. Mają one wielką moc i bardzo dobrze świadczą o mistrzach. Jakże miło słucha się Sereny Williams i Angeliki Kerber po zwycięstwach, kiedy na gorąco opowiadają o swoich wrażeniach z meczu. Obie panie w pierwszych więc słowach podsumowały trudy meczu i wysoki poziom gry rywalki. Wyeksponowały zalety przeciwniczek i ich zaangażowanie w walkę na korcie.

Wielka Angelika Kerber grała jak natchniona, a potem sięgnęła nieba. Nie przestała jednak być skromną kobietą doceniającą rywalkę. To w Polsce rzadkość. (foto: thenewdaily.com.au)

Tego szlifu ogłady i kultury osobistej brakuje w naszym kraju nie tylko wśród sportowców. Amerykanie, Anglicy czy Niemcy potrafią pochwalić rywala bez różnicy czy wygrał z nimi, czy też przegrał. W sportach indywidualnych to doprawdy rzadkość, aby Polak czy też Polka wyszli poza ocenę własnej roli i skomplementowali oponenta. Przykładem była wypowiedź Agnieszki Radwańskiej po przegranym finale z Sereną Williams w 2012 r. Polka żuła gumę i skupiała się na sobie, a z jej zachowania przed kamerami emanowała nonszalancja i kompleksy. Gdy głos zabrała Serena, pochwaliła Agnieszkę za bardzo dobry tenis. Zwykły komplement, a znaczy więcej niż zarobione na turnieju krocie.

Polscy trenerzy chyba nie przywiązują wagi do wychowywania podopiecznych albo wychowankowie nie słuchają. Szkoda, ponieważ słowa i postawa wobec rywali w sporcie promieniuje sławą i jest wzorcem zachowań dla młodzieży. Niektórzy, jak Neymar w Rosji 2018, po prostu ośmieszają się.

Podziel się ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+
Share on VK
VK

Dodaj komentarz

Najnowsze wpisy
REKLAMA




Archiwum

Pan Tadeusz - konkurs z cytatami