Nie chcieli złota ME2019?

Mistrzostwa Europy 2019 zakończyły się porażką polskiej kadry siatkarzy, tak to trzeba określić. Brązowy medal nie zaspokaja ambicji zawodników, którzy nie dostali się do reprezentacji na ten turniej ani kibiców. Nie powinno też być usprawiedliwieniem nieporadności sztabu trenerskiego Vitala Heynena. Zachował się i nadal zachowuje jak De Giorgi dwa lata temu – był nieporadny i wyraźnie nie wiedział, jak ma postępować – poza rotowaniem. Włochowi nie udało się zdobyć medalu, dlatego zastąpiono go Belgiem. Wyznaczył on na ten rok priorytet: zdobycie kwalifikacji do IO w Tokio 2020 podczas turnieju w Gdańsku. To udało się zrealizować, lecz na ME i PŚ „przymknięto oczy”. Z taką postawą nie można się pogodzić z wielu powodów. Nie taka jest idea sportu, a brzmi ona: wygrywać, po prostu. Po to zawodnik wychodzi na boisko, aby cieszyć się z sukcesu i zdobywać złoto!

Tłumaczenia zrealizowanymi priorytetami to fałsz. Jeśli bowiem założymy, że najważniejsze jest Tokio, a jadąc tam Polacy, np. niczego nie zdobędą, to patrząc wstecz, zobaczymy „pobojowisko marzeń młodych siatkarzy”, czyli przegrane inne turnieje, które teoretycznie moglibyśmy wygrać, gdyby nie… priorytety? No właśnie. Dlatego też dziękujemy siatkarzom za brąz, ale nie mówcie nam, kibicom, że nie chcieliście złota i brąz wystarczy – otóż nie wystarczy! Po prostu decyzje, jakie podjął trener Heynen, zasługują na drugą żółtą kartkę. Pierwszą dostał za zignorowanie sukcesu „Kadry B” Karola Kłosa w Lidze Narodów.

Polacy cieszą się brązem? Wywalczyli medal, chociaż przyjechali tylko potrenować, zgrać się z Leonem, to nie był priorytet? (foto: CEV)

Gdyby na ME 2019 zabrano Bednorza, Hubera, Lemańskiego, Łukasika, Kaczmarka, Janusza, Popiwczaka i pozwolono grać Kochanowskiemu, Kłosowi, Komendzie itd. (lista przetestowanych kadrowiczy jest długa), być może polska drużyna sięgnęłaby jednak po „niechciane złoto”, mimo że nie był to priorytet? Tymczasem pomimo głoszonej wszem i wobec „klęski urodzaju”, prawdziwego wysypu siatkarskich talentów w Polsce, okazało się, że w meczu o stawkę ze Słowenią (półfinał ME), nie dysponujemy nawet szóstką…

Bardzo dużo dobrego w tym roku już działo się w polskiej siatkówce, zupełnie bez udziału Heynena – wszak nie on trenował „wybrańców”, tylko ich wskazał, a i to nie jest pewne. Przypomnijmy: „Kadra C” pod wodzą Pawła Woickiego („asystent” Heynena i grający jeszcze rozgrywający) zdobyła srebro na Uniwersjadzie we Włoszech; „Kadra B” pod wodzą Karola Kłosa (środkowy reprezentacji) wygrała dwukrotnie z Brazylią w Lidze Narodów i w efekcie brązowy medal w Chicago; wreszcie „Kadra A” pod wodzą Michała Kubiaka (kapitan i przyjmujący reprezentacji) rozbiła drugą siatkarską ligę w eliminacjach i wygrała brązowy medal w Paryżu na mistrzostwach Europy. Tylko juniorzy odstają od reszty Kadry poziomem osiąganych sukcesów w 2019 roku.

Przed nami, kibicami na dobre i na złe, jeszcze Puchar Świata, gdzie drużyny podzielą się… trzema medalami, czyli większość wróci na tarczy. Zakładając, że „nie chcemy tam złota”, nie jest ono  priorytetem, po co w ogóle Polacy tam jadą/pojechali? To ironiczne pytanie może być kolejnym argumentem podważającym sposób myślenia Vitala Heynena i argumentację typu: „Cieszmy się z brązu, bo to lepsze niż nic”. Takie tłumaczenia są prawdziwą porażką pedagogiczną i czas to zrozumieć, podobnie jak sens słów: „Mieliśmy jeden słabszy dzień”. To po co panowie wychodzili na parkiet, należało wpuścić „Kadrę B” lub „C”. A, nie było jej/ich tam, a dlaczego?

Czy marginalizowane i lekceważone składy nie poradziłyby sobie w grupie z Czechami czy Niemcami? A kto postawił taką diagnozę i czy była uprawniona? No, Heynen. Pędził do Zakopanego z Chicago, zupełnie zapominając lub nie biorąc pod uwagę, że… „Kadra B” może wygrać Ligę Narodów, ponieważ założył mylnie, iż wygrywać ma tylko „Kadra A”. Za ten błąd właśnie PZPS powinna renegocjować z nim umowę i dać ostrzeżenie typu: „Polacy mają wygrywać i zdobywać złoto a nie brąz!”.

Przegrywać, a potem wyciągać wnioski, to właśnie sztuka. Polacy dwa lata temu na ME 2017 też zostali zatrzymani… (foto: CEV)

ME 2019 pokazały, że w zasadzie nie mamy stabilnej szóstki lub dwunastki, która byłaby w stanie rozegrać cały turniej w pełnej formie, bez „słabszego dnia”. Od 2017 r. decydenci nie wyciągnęli wniosków z „lania”, jakie dostaliśmy od Serbów i Słoweńców właśnie (zob. Słoweńcy zdemolowali...). Wygląda na to, że Vital Heynen jako trener także włoskiego klubu ze światowej czołówki, nie będzie miał czasu zajmować się polską kadrą. Znowu popędzi z dalekiej Italii do Arłamowa lub Zakopanego na zgrupowanie, gdzie od kadrowiczów dowie się, „kto się nadaje”. Wszak wyraźnie powiedział, rezygnując z Bednorza po finałach LN, iż w „Kadrze A” może grać ten, kto nie tylko jest świetnym fachowcem, ale potrafi dostosować się do „towarzystwa”, bo ważna jest też atmosfera w drużynie. Czyli jednak nie on to ocenia, tylko reaguje na żądania zawodników.

Jeśli zatem kadra, czyli sportowcy a nie trenerzy, zadecydowali, że nie chcą złota (zadowolili się brązem), to po co w ogóle grać? Czas na zmiany, bo po Tokio możemy srogo żałować błędnych priorytetów? Komentatorzy mówią, że wpadka ze Słowenią może wyjść nam na dobre. Ok, ale która, ta z 2017 czy aktualna, a może ta z Londynu, kiedy po finałach LŚ Australijczycy podcięli nam skrzydła i wracaliśmy „tylnymi drzwiami”? Chyba nie ma gwarancji na wyciągnięcie wniosków, skoro wcześniej tego nikt nie zrobił.

Dodaj komentarz