Polski Wimbledon 2013

Ostatni tydzień angielskiego turnieju na trawiastych kortach Wimbledonu podzielił Polaków na tych, którzy mają Polsat Sport i mogą oglądać live transmisje i na tych, którzy Polsatu nie mają. Stała się oto rzecz historyczna, polscy tenisiści przeszli niczym burza do ćwierćfinałów i mieli toczyć walkę o zwycięstwo. Na szczęście transmisje rozpoczynały się dość wcześnie, po 15.oo, zatem wielu miłośników sportu mogło te wydarzenia obserwować.

Agnieszka Radwańska doszła do półfinału i uległa w nim Niemce Sabine Lisicki (z pochodzenia Polce), która wcześniej pokonała Serene Williams – pogromczynię Radwańskiej z finału ubiegłorocznego Wimbledonu. Publiczność dopingowała właśnie Sabine. Zapewne chciała ją dowartościować za świetny mecz z Amerykanką. Agnieszka grała tenis przemyślany i inteligentny. Niestety, nie była, bo nie mogła być w najwyższej formie (kontuzje mięśni ud). W ćwierćfinale i wcześniej stoczyła wycieńczające wielogodzinne pojedynki. Lisicki wyszła na kort mocniejsza, bardziej wypoczęta i ze świadomością, że może wszystko. Po secie wygranym przez Radwańską Lisicki wahała się, traciła wiarę w swoje mocne serwy i umiejętności, ponieważ Polka wyraźnie przewyższała ją sprytem. Dłuższa przerwa i doping widowni pozwoliły jej wrócić i rozstrzygnąć kolejne gemy i sety na swoją korzyść. Bardzo cieszyła się ze zwycięstwa, jakby sama w nie wierzyła i to był koniec jej możliwości.

W finale Lisicki przegrała gładko trzy sety z Francuzką Marion Bartoli i nie miała w zasadzie nic do powiedzenia, wpadając w panikę, płacząc i dziwiąc się, dlaczego nic jej nie wychodzi. W wywiadzie po finale wspaniale to sama podsumowała, powiedziała coś w rodzaju: „To była dla mnie dziwna sytuacja. Pierwszy raz dotarłam tak niespodziewanie daleko i sama nie wiedziałam, co tutaj robię”. Najwyraźniej opadła z sił i straciła motywację, jej organizm po prostu się poddał i nic nie mogła na to poradzić, przegrała z własną słabością. Z pewnością za rok, będzie lepiej, czego Sabinie życzę, ponieważ okazała się nie tylko świetną tenisistką, ale też skromną i mądrą dziewczyną. Oddała honory Marion i bardzo ją komplementowała.

Jerzy Janowicz Wimbledon 2013
Jerzy Janowicz Wimbledon 2013
Janowicz vs Kubot Wimbledon 2013
Janowicz vs Kubot Wimbledon 2013

Po finale pozostała polskim widzom tylko jedna satysfakcja, że rozstawiona z czwórką w Wimbledonie Radwańska do tej pory rozegrała 7 pojedynków z Bartoli i wszystkie wygrała. Gdyby więc dotarła do finału, być może pokonałaby Francuzkę jeszcze raz? Marion również okazała się młodą, skromną i spontaniczną dziewczyną. Po wygranym finale rzuciła się w stronę ławki swoich przyjaciół i rodziców. Musiała wdrapać się na trybuny, na daszek i później bezpiecznie z niego zejść. To było wspaniałe tym bardziej, że w komentarzu przed kamerami i milionami fanów powiedziała, że w ogóle nie pamięta, co się się przed chwilą stało, gdzie była – niosły ją emocje, wielka radość ze zwycięstwa. Pochwaliła także Lisicki i obiecała, że chce grać coraz lepiej. To był wspaniały, acz jednostronny finał, Bartoli była dla Lisicki za mocna, ale też miała inną motywację i za sobą mniej męczących godzin na trawiastych kortach.

W męskim tenisie zadziwili nas i zachwycili przede wszystkim Polacy. W ćwierćfinale mężczyzn spotkali się Jerzy Janowicz (24 w rankingu WTA) i Marcin Kubot (130? w rankingu WTA). Obaj popisywali się wspaniałymi serwisami i mądrą grą. Wygrał lepiej dysponowany tego dnia Janowicz, ale to, co się stało po pojedynku, zachwyciło dosłownie wszystkich. Obaj niczym braci podeszli do siebie i przytulili się, a następnie wymienili koszulkami, okazując tym sobie wzajemnie wielki szacunek. Wimbledon zamarł z wrażenia, publiczność angielska jest bardzo konserwatywna i do takich scen raczej nieprzyzwyczajona. Za to nam, widzom w kraju, kibicom Polaków, serce zaczęło bić o wiele mocniej z wielu powodów. Po pierwsze sportowa rywalizacja niesie ze sobą ducha fair play i można ze sobą rywalizować, ale po walce być miłym i życzliwym, bez wrogości i zawiści – to ogromna wartość dla wszystkich sfrustrowanych Polaków, którzy potrafią tylko zazdrościć, za to nie potrafią robić niczego wartościowego. Po drugie zaś okazywanie szacunku Polaka do Polaka za granicą to zupełny abstrakcja dla polskich emigrantów, którzy przed wyjazdem często gęsto ostrzegają jeden drugiego: „Jeśli wpadniesz w jakieś tarapaty, nie licz na pomoc Polaków, najchętniej utopiliby cię w łyżce wody”. A UK to obecnie najważniejszy kierunek polskiej emigracji ekonomicznej.'

W półfinale Jerzy Janowicz (22 lata – 24 w rankingu WTA) zmierzył się ze Szkotem Andy Murray’em (26 lat – 4 w rankingu WTA). Pojedynek ten zaczynał się dość późno z powodu wcześniej rozgrywanego pierwszego ćwierćfinału i był przerywany. Pierwszego seta wygrał Jerzy, grał dobrze i świetnie serwował. Próbował także podkręcać i używać swojej zabójczej broni w postaci drop shot’ów. W kolejnych setach Murray popisywał się znakomitą szybkością i świetną kondycją, Janowicz był wobec tego bezradny. Wspaniale mimo wszystko stawiał czoła bardziej utytułowanemu i doświadczonemu rywalowi, zatem nie można mieć do niego cienia pretensji za porażkę. W finale Murray nie dał szans także Novakowi Djokovic’owi, który w rankingu WTA jest numerem jeden.

Występ polskich tenisistów na Wimbledonie można określić mianem wielkiego wydarzenia. Nigdy jeszcze aż tylu nie zaszło tak daleko. Rewelacją była gra Janowicza, ale największą niespodzianką dla mnie była postawa Kubota. Tenisista ten od wielu lat zajmował się grą deblową i mikstem. Wreszcie dojrzał do próby odnalezienia się w wielkim tenisie i wierzę, że to nie było jego ostatnie słowo. Radwańska z pewnością utrzymała swój poziom i pokazała, że bycie czwartą w rankingu WTA to nie przypadek. Może gdyby nie kontuzje, wygrałaby cały turniej, ale i tak osiągnęła sukces, za jaki można uznać półfinał – bycie w czwórce najlepszych.

Plotki

Prasa angielska rozpisywała się na temat inteligencji w grze Radwańskiej.  Były to aluzje do budowy i urody pań pozostających jeszcze w turnieju. Zarówno Williams, jak Lisicki czy Bartoli nie grzeszą wzrostem, nie są tę zjawiskowo piękne jak Szarapowa. Agnieszka przy nich wygląda filigranowo i skromnie. Natomiast po przegranym meczy z Lisicki dziennikarzom nie podobało się zachowanie naszej tenisistki, która zbyt ostentacyjnie ponoć pożegnała się z rywalką. Otóż, widziałem, podeszła, podała dłoń i pożegnała się. Cóż więcej miała zrobić? Radwańska sama pytała: „Miałam zatańczyć?”. Lisicka miała prawo do przeżywania swojego sukcesu, pozostania na korcie dłużej, aby widzowie mogli jej składać gratulacje i owacje. Gdyby Agnieszka została dłużej, dziennikarze mieliby do niej zastrzeżenia, że próbuje „ogrzewać się przy blasku zwyciężczyni”. Zatem, pouczanie Radwańskiej

Agnieszka Radwańska Wimbledon 2013
Agnieszka Radwańska Wimbledon 2013

jest nie na miejscu. Kilka dni po turnieju prezydent RP Bronisław Komorowski wręczył tenisistom ordery i składał gratulacje. O ironio, w tym samym czasie na spotkaniu z panią minister sportu były obecne juniorki w piłce nożnej. Dziewczyny do U17 zdobyły mistrzostwo Europy i poza pochwałami dostały… koszulki. Pod koniec ubiegłego tygodnia w sieci pojawiły się zdjęcia aktów nagiej Agnieszki Radwańskie wykonane dla ESPN – akcja popularyzująca sport, tenis. Internet zatrząsł się od negatywnych komentarzy, ponieważ tacy już jesteśmy. Oczywiście, jestem fanem Radwańskiej (i nie tylko), jakkolwiek, wszystko co robi ta zawodniczka, robi przede wszystkim dla siebie. To, że akurat ma fanów i jej pracy przyglądają się miliony, to inna kwestia. W każdym razie jeśli uznała, iż ta sesja jest jej do czegoś potrzebna, szanuję jej decyzję i czekam na kolejne mecze. Nasze „złotka” też kiedyś miały tego typu nagie sesje i nikt się nie oburzał. Trudno jest rozdzielić bycie fanem sportowca i fanem człowieka. Uwielbiamy oglądać ich w akcji, zapominając, że też mają jakieś marzenia i być może właśnie Radwańska spełniła jedno z nich. Nigdy nie wymieniano jej w gronie „najpiękniejszych tenisistek” – to rzecz gustu – a na zdjęciach widzimy, że jest śliczna. Być może chciała powiedzieć wszystkim, że uroda to także kwestia dobrych zdjęć i życzliwego fotografa.

W zakłopotanie wprowadził Janowicza dziennikarz angielski, który po ćwierćfinale zapytał, „Czy cieszysz się, że jako pierwszy Polak doszedłeś na Wimbledonie tak daleko?”. Młodzieniec odpowiedział kulturalnie (choć niezbyt grzecznie może cały w emocjach), że nie ma znaczenia, kto był pierwszy czy drugi, ważne jest przygotowanie do kolejnego meczu z Murrayem. Angielski spiker chciał pewnie usłyszeć, że Janowicz powie coś w rodzaju: „Jestem dumny, że znalazłem się w tak wielkim turnieju słynnym na cały świat” i „pogłaska po brzuszkach angielską dumę”. Kolejnego dnia niektórzy angielscy dziennikarze drwili z Janowicza, zarzucając mu, że Murraya określa mianem Anglika i nie wie, że to Szkot, a nie Anglik. Cóż, wychodzi z nich rozdwojenie jaźni, ponieważ w nagłówkach brytyjskich gazet sami określali go Anglikiem. Ponadto Andy rok temu na olimpiadzie w Pekinie reprezentował kogo? Szkocję czy Wielką Brytanię? Oczywiście, że Wielką Brytanię, a nie Szkocję, zatem można powiedzieć, że to Brytyjczyk, czyli obywatel WB (GB).  To, że każdy Anglik, Walijczyk czy Szkot jest Brytyjczykiem, nie ulega kwestii. Są to niuanse ważne dla Brytyjczyków, którym duma narodowa często gęsto „odbija” niczym fala tsunami. Dla przykładu Wimbledon mianowali krótko „mistrzostwami”, używając rzeczownika „championship” a nie dla przykładu „tournament” czy „contest” – po prostu turniej. Bo Wimbledon to nie jakiś tam turniej, ale właśnie małe mistrzostwa – w domyśle: świata. Niezły PR i marketing. Jakiś Polak z Łodzi – jak to się w ogóle wymawia? – [Janowish from Lotz in Poland]? Dodajmy złośliwie, że są w Anglii ludzie, którym Poland i Holand kojarzy się z wyspami – island (wyspa), a inni Polskę kojarzą z daleką Północą i regionem Rosji.  Już bez złośliwości, ale i Janowiczowi dostało się za zbyt energetyzujące zachowanie i uleganie emocjom, a także za nieco nonszalancką miejscami grę. Jerzy odpowiedział nie tylko polskim dziennikarzom, iż „nikt poza rodzicami i trenerami nie będzie mu mówił, jak ma się zachowywać i jak grać, zawsze stara się być sobą”. Brawo!

Djokovic vs Murray Wimbledon 2013
Djokovic vs Murray Wimbledon 2013
Andy Murray i Marion Bartoli Wimbledon 2013
Andy Murray i Marion Bartoli Wimbledon 2013

Zdjęcia tenisistów zostały pobrane ze strony wimbledon.com (The Championship…) – dołączam wielkie gratulacje dla polskich tenisistów, życzenia zdrowia, a także kolejnych wygranych gemów, setów, meczy!

Skomentuj...