Porażki systemu edukacji: EWD

Edukacyjna Wartość Dodana to kolejne narzędzie stworzone dla kontrolowania jakości nauczania w szkołach. Dzięki niemu organ prowadzący i MEN może dowiedzieć się obiektywnej prawdy, która placówka uczy, a która udaje, że uczy lub stara się, lecz jej nie wychodzi. Takie były zamierzenia i idea wprowadzenia EWD po reformie systemu z początków XXI wieku. Powiedzmy dla niewtajemniczonych, że to taki kalkulator wartościujący postępy uczniów w nauce, którego cele jawiły się jako:

• Diagnozowanie efektów nauczania w celu poprawy jego jakości;
• Zmniejszenie roli surowych wyników egzaminów zewnętrznych jako jedynej miary jakości nauczania;
• Zachęcanie szkół do konkurencji opartej o rzeczywisty wkład w jakość nauczania, niezależny od poziomu uczniów przyjmowanych do szkoły;
• Docenienie pracy nauczycieli pracujących w środowiskach o niekorzystnych cechach społeczno-ekonomicznych.

Na przestrzeni wielu lat pracy tego narzędzia okazało się, iż w wielu przypadkach nie spełnia ono pokładanych w nim nadziei, choć zamysł sam w sobie był dobry, gdyż z grubsza rzecz biorąc:

• Przemyślane i zaplanowane działania nadzoru kuratoriów spełniają taką samą rolę, o ile nie lepszą;
• W oparciu o analizę surowych wyników powstają takie same wnioski, programy naprawcze itd., jak ma to miejsce z użyciem EWD;
• Konkurencja jakościowa szkół to mit – najlepsi uczniowie oraz ci z najlepszymi wynikami zasilają elitarne szkoły niezależnie od EWD;
• Docenianie pracy nauczycieli powinno następować wyłącznie poprzez podwyżki płac a nie moralną satysfakcję kadry z faktu pracy w szkole o najwyższym EWD w mieście, powiecie, województwie, kraju – burmistrz czy starosta nie ma środków na nagrody, więc „nie doceni”…

Reakcja ucznia po nieudanym egzaminie wygląda tak: „Wiedziałem! Miałem słabszy dzień i nie zdążyłem rozwiązać…” np. trzech zadań. „Drobiazg” dla ucznia w szkolnych statystykach wyników może oznaczać spadek wartości dodanej na wykresach i potem w rankingach lokalnych. „Słabsze dni” kilku najlepszych uczniów szkoły może drastycznie obniżyć statystyki i EWD w stosunku do roku poprzedniego. Konsekwencje będą odczuwalne: kontrole kuratoryjne, spadek popularności szkoły w środowisku, obniżenie rankingów – odpływ uczniów poza rejon szkoły, „stawianie do raportu” dyrekcji i kadry, obniżenie autorytetu szkoły i edukacji.

Surowe dane wyników egzaminów wywołują taki sam skutek, tyle że zamykają się w obrębie zainteresowanych uczniów, ich rodziców i szkoły. To, że klasom trzecim A i B w roku szkolnym 2015 poszło źle na egzaminach nie oznacza, iż kolejny rocznik też „polegnie”? Program naprawcze i wnioski z porażki jakby dotyczą uczniów, którzy już opuścili szkołę. Być może kilka wartościowych uwag będzie można wdrożyć do nauczania kolejnych klas, ale można je wysnuć z analizy staninowej w oparciu o surowe dane.

Największą szkodą EWD jest wytworzenie wrażenia, że szkoła i tylko szkoła odpowiada za wyniki nauczania: uczniowie, ich rodzice, środowisko nie partycypują w tym procesie, nie podlegają żadnej ocenie.

Dlatego powszechna jest postawa roszczeniowa uczniów szkół średnich zamykająca się w zdaniu kierowanym w stronę nauczycieli: „Jeśli pan chce, abym zdała maturę, niech się pan stara, proszę bardzo”. Porażką numer jeden EWD jest założenie wstępnego wniosku typu: „Szkoła źle uczy, gdyż uczniowie słabo zdali egzaminy”, a przecież oceny na świadectwach mogą skłaniać do zupełnie innych konkluzji. Ponadto jak ocenić szkołę przy EWD niezmiennym, gdy dana placówka przyjęła uczniów o średniej 2,2 z egzaminów lub 5,1 i na wyjściu ci sami uczniowie uzyskają średnią 2,2 lub 5,1? Kto ma ponieść karę i jaką za to, że wartość EWD spadła o np. 1% czy 15%? Czy wzrost EWD o 1% czy 2% jest powodem do dumy, szczęścia, wpłynie na przydział etatów itd.? Czysta demagogia i sztuka dla sztuki.

Programy nauczania unikają współczesności - za drogie są prawa autorskie, aby o niej mówić. ("Ida", 2013)
Programy nauczania unikają współczesności – za drogie są prawa autorskie, aby o niej mówić. („Ida”, 2013)

Elementem obniżającym rangę systemu EWD i edukacji szkolnej jest brak konsekwencji dla uczniów, którzy nie zdali egzaminów. Najlepiej, aby powtórzyli ostatni rok? No ale przecież mają pozytywne oceny końcoworoczne, są absolwentami, więc… Czy egzaminy są w ogóle potrzebne?

EWD nie sprawdza się na „rynku usług edukacyjnych”. Niskie wskaźniki nauczania to owszem presja wywierana na szkoły szczególnie podczas niżu demograficznego, ale dotyczy to dużych miast, gdzie organ prowadzący może wziąć pod uwagę EWD, gdy zachodzi konieczność likwidacji jednej z placówek. Jednak przecież wiadomo, żyjemy w Polsce, kraju politycznych układów, zatem przetrwa ta szkoła, której dyrektorzy akurat są poprawni politycznie, szkoła jest wyraźnie wspierana przez lobby o określonej „wartości bieżącej”. W niewielkich gminach czy miastach powiatowych burmistrz czy starosta mogą pokiwać groźnie palcami, „szkoła straconych szans” (tak nazywało się placówki o niskim EWD) napisze program naprawczy i spróbuje go wdrożyć. Jeśli zrobi to nieskutecznie…, napisze nowy program naprawczy. W małym środowisku lokalnym nie bardzo jest kogo dyscyplinować i zwalniać za brak wyników edukacyjnych na miarę średniej krajowej, ponieważ nie będzie kim zastąpić zwalnianych nauczycieli. Zatem nie może być mowy o włączeniu EWD do systemu kontroli sprawiedliwej, gdyż mimo jej zastosowania ewentualne restrykcje wobec szkół nie są równe w całym kraju. Z ekonomicznego punktu widzenia każda gmina chce mieć szkołę, jakąkolwiek, dlatego że dzieci i młodzież generują ruch w handlu i na rynku pracy, przyciągają dotacje rządowe itd. Z tego powodu nawet przy niskim EWD likwidacja placówki nikomu się nie opłaca.

Kolejną porażką „nadzorującego edukację” kalkulatora EWD jest nierówny podział odpowiedzialności kadry za pracę. O ile w gimnazjum dyrektor po analizie EWD będzie zwracał się do większości nauczycieli z prośbą o przemyślenie programów naprawczych lub w przypadku sukcesu będzie im gratulował, to w liceach i technikach skupi się na jednym lub kilku nazwiskach. Taki system rozłożenia odpowiedzialności na nauczycieli przedmiotów maturalnych nie tylko nie jest sprawiedliwy, ale grozi szykanami, mobbingiem, a nawet linczem. Złe wyniki matur i niski wskaźnik EWD „może zamknąć szkołę”, a mimo to zwalnia z odpowiedzialności za efekty kształcenia całe grono oprócz nauczycieli przedmiotów egzaminacyjnych np. maturalnych. Czy ci nauczyciele mają inne pensum lub pensje? Poloniści i matematycy to „wybrańcy”, którzy zarabiają tyle samo co np. nauczyciele prac ręcznych, wychowania fizycznego i inni, którzy w całej swojej karierze zawodowej nie wykształcili i nie wykształcą ani jednego maturzysty. To głównie im EWD mówi: „pracujecie źle” i przeciwko nim „nastawia” rady pedagogiczne. Natomiast w przypadku sukcesu szkoły nie gwarantuje żadnych premii czy nagród, bo np. powiat nie ma pieniędzy lub/i co zdarza się najczęściej: dyrektor nie lubi matematyczki, polonistki, bo są potencjalnymi przyszłymi kandydatami do stanowiska dyrektora lub mają różne poglądy polityczne. W szkole działa zresztą zasada zarządzania numer jeden: konkurencji się nie chwali, konkurencję się niszczy. O tym, że klasa napisała źle egzamin, nauczyciel przygotowujący dzieci czy młodzież doskonale wie i potrafi wyciągać wnioski.

EWD
Excel to prawdziwy kombajn obliczeniowy, ale nic nie zastąpi „liczenia na piechotę” – kto nie potrafi, ten dostaje czerwoną kartkę.

W trakcie swojej pracy nauczyciel realizuje program nauczania, który ma moc wiążącą i nie podlega dyskusji. EWD tego nie zmienia i jest to wada całego systemu kontroli polskiej edukacji. „Ten czy ów dział programu nie został dobrze przećwiczony, to wybrzmiało na egzaminie i temu musimy poświęcić więcej czasu w przyszłości” – wspaniały wniosek po analizie z pewnością pomoże nauczycielom lepiej przygotować kolejne roczniki uczniów, ale… EWD byłoby bardziej wartościowe, gdyby pojawił się wniosek o treści: „Ten dział w całej Polsce wyszedł bardzo źle, dlatego rezygnujemy z nauczania go od przyszłego roku, natychmiast”.

Niestety, prędzej znikną pytania egzaminacyjne w latach kolejnych z działu konkretnej dziedziny wiedzy odnoszącego wciąż porażkę w kraju niż sam dział. To oznacza, iż system zbudowany, by kontrolować został pozbawiony inteligencji i mocy sprawczej. Bo jeżeli faktycznie badamy dogłębnie jakość edukacji, powinno nas stać na klasyfikację wiedzy a nawet całych przedmiotów szkolnych i mówienie wprost: „Tego nie potrzeba uczyć, wprowadzamy w to miejsce przedmiot o nazwie…” itp. Jeżeli oddajemy auto do mechanika i on zauważy inną usterkę, wymagamy, aby nam o tym powiedział, ponieważ chodzi o bezpieczeństwo na drodze, o życie. W przypadku systemów nadzoru pedagogicznego włącznie z EWD program nauczania jest niczym „święta krowa” i nic nie jest w stanie go zmienić, nawet stwierdzenie, że przecież mamy XXI wiek i uczyć wg programów sprzed 60 lat to katastrofa.

Czyli ustalmy: egzaminy poszły źle, uczniowie mieli prawo popełnić błędy i za nic nie odpowiadają, rodzice w ogóle, programy są genialne, tak, to zostaje tylko oskarżyć o brakoróbstwo nauczycieli. Tak najprościej i to jest idea właśnie EWD. Jednak to także demagogia, taka sama jak nakaz czytania lektur, których od pokoleń nikt nie czyta, choć wszyscy przyznają, nie wiadomo skąd o tym wiedzą, że kanon lektur to zbiór wartościowych i ponadczasowych arcydzieł.

Uczeń współczesny wymaga od programów stawania się podmiotem nauczania angażowanym we współczesną rewolucję informatyczną i technologiczną, którą jest zafascynowany i być może czuje się w niej nieco zagubiony. Zupełnie nie rozumie, po co ma zapamiętywać cały ogrom „niepotrzebnych informacji”, skoro doskonale wie, że jeśli będą mu potrzebne w życiu, to je sobie wygoogla?

Reasumując, porażka EWD zasadza się na tym, iż podobnie jak wiele innych systemów kontrolnych zrzuca odpowiedzialność za efekty nauczania wyłącznie na nauczyciela albo też na wybraną grupę nauczycieli, wyrażając je ocenami egzaminów zewnętrznych. Nie bierze w ogóle pod uwagę demografii, która każe np. do szkół średnich przyjmować uczniów słabych, aby tylko zapełnić stany oddziałów. Zapomina o programach nauczania, które są nieaktualne i u młodzieży wywołują frustrację i poczucie straty cennego czasu wyrażającego się zdaniem typu: „Szkoła uczy przeszłości, a nie ma pojęcia o teraźniejszości”.

Współczesny system umieszcza nauczyciela w próżni ideowej. Każe mu wciąż znajdować nowe sposoby „uwodzenia uczniów” jakością i głębią wiedzy podawanej w szkole. Żyjący w świecie wirtualnym podmiot edukacji – uczeń, nie daje się brać na takie plewy, ale tego trudu gry i blefu szkoły nie pokazują wskaźniki EWD. Ta hipokryzja „kalkulatora” jest jego największą wadą i porażką całego systemu polskiej edukacji, która totalnie ignoruje współczesność wciąż na rzecz wartości XIX i XX wieku.

Skomentuj...