Różański vs Ugonoh

Nie tak dla Izu miał wyglądać jego powrót na ring po wielomiesięcznej przerwie. W pojedynku z Breasealem dostał potężny cios i przegrał, mimo że całą walkę stoczył niemal wzorowo. Stadion sportowy Stali Rzeszów 06. lipca Ugonoh zapamięta jednak jako koszmar tym bardziej, że przygotowania trwały miesiące, miał walkę wieczoru i zaprosił całą rodzinę. Niestety, podobnie jak Łukasz Różański efektownie wygrał pojedynek z Izu Ugonohem, tak ten drugi spektakularnie przegrał. Nie tego się spodziewałem, ale też i nie wierzyłem w jakieś nieoczekiwane bombardowanie Izu. To miał być powrót bez fajerwerków, a okazał się katastrofą dla Izu, zawodnika pretendującego do tytułu najlepszego boksera wagi ciężkiej w kraju i na świecie.

Różański kilkakrotnie posyłał na deski Izu i to w dość dziwnych okolicznościach – jakby po szarpanych i pojedynczych akcjach, gdzie ciosy leciały z różnych stron i pod różnym kątem, sprawiając wrażenie sygnalizowanych i nieprecyzyjnych. (foto: wyborcza.pl)

Szkoda trochę Izu, obserwuję tego zawodnika od lat i poza wpadkami w kickboxingu, gdzie gdańszczanin potrafił nieoczekiwanie przegrać wygrane zwody z racji nagłego „braku prądu” (sił, woli, tlenu?), na ringach bokserskich pokazywał się z bardzo dobrej strony. Trenował z Parkerem, dostał swoją szansę na międzynarodowej arenie i zbierał doskonałe wręcz recenzje. Przed kilkoma laty, jeszcze przed „Tańcem z gwiazdami”, gdzie zabłysnął talentem tanecznym, Izu wydawał się polską nadzieją na mistrza świata. Był jednym z niewielu poukładanych pięściarzy, mentalnie i fizycznie.

Pojedynek z Różańskim pokazał jednak, że Ugonoh nie jest do końca szczery wobec swoich fanów i menadżerów. Elokwentnie i mądrze potrafi się wypowiadać i… fałszować rzeczywistość. Nie chodziło o to, by zdeklasował rywala, ale miał podjąć z nim walkę a okazał się zwykłą „wydmuszką” niczym AJ w walce z Ruizem.

Trudno powiedzieć, co się stało z siłą, kondycją, refleksem czy wolą walki Izu? Na ringu widzieliśmy skarcone dziecko, które dostało niesłusznie lanie od ojca – tak się zachowywał gdańszczanin, podczas gdy Różański postawił na szali swój honor i całą przyszłość, to o nią walczył w sobotę. I gratulacje! Udało mu się. Tak walczącego zawodnika powinni obawiać się najwięksi w Europie, łącznie z polskimi ciężkimi Szpilką i Wachem.

O takim spektakularnym zwycięstwie marzy każdy zawodnik sztuk walki. Wyjść bez szans na zwycięstwo i zaskoczyć rywala, zdobywając pas mistrza Polski lub mistrza świata! (foto: pap)

Łukasz Różański, niepokonany na polskich ringach „walczak”, który nie mając sylwetki sportowca, dysponuje mocnym ciosem i niesamowitą wolą walki. Potrafi też przyjąć wiele ciosów, ma żelazną szczękę i to pozwala mu wygrywać. Wszedł do ringu ze strachem w oczach. Ruiz też tak patrzył na AJ’a… Po pierwszych ciosach jednak, widząc, że robią one wrażenie na Izu, porzucił technikę na rzecz zwykłego mordobicia. Szybko przechodząc do półdystansu, atakował zamaszystymi i sygnalizowanymi sierpami, rzucając się uporczywie na przeciwnika jak w obronie honoru panienki, z którą przyszedł na potańcówkę a jakiś prostak śmiał się do niej odezwać. Ugonoh odczuł kilka trafień już w drugiej i trzeciej rundzie. Przyklękał, dezorientując sędziego, który nie widział ciosów i zmuszając go do liczenia. W czwartej okazał się tak poobijany, że stracił serce do walki i ochotę, kładąc się na ringu jak Neymar na trawie udający faul przeciwnika. Różański „poczuł krew” i parł na ślepo do przodu, nie wyhamował ręki, gdy Ugonoh rzeczywiście przyklęknął.

Reakcja promotora Izu, Dariusza Michalczewskiego po walce była znamienna. Stwierdził, że zawodnik powinien przemyśleć, co dalej chce robić, bo na ringu było widać, że nie chce boksować. Wcześniej też wyznał, iż Ugonoh nie chciał słuchać niczyich rad, nawet Michalczewskiego, który dodam: przez lata był mistrzem boksu i stoczył blisko 50 walk na światowym poziomie. W związku z tym w mojej opinii kibica Różański pokazał Izu miejsce w szeregu – na końcu!

Na Twitterze redaktor Mateusz Borek, aktualnie także promotor pięściarzy, stanął w obronie Izu i próbował łagodzić sytuację, krytykując postawę… Michalczewskiego. To kuriozalne, gdyż jako osoba postronna nie wie wszystkiego. Michalczewski w odróżnieniu od innych promotorów wyszedł z ringu i przyglądał się pracy Izu, który jest dojrzałym 33-letnim facetem, ma lub też miał ambicje i „papiery na mistrza świata”, ale okazało się, że zrobił wszystkim „kuku!”, wykorzystując ich pewnie także finansowo. Wszak boks to biznes i kasa musi się zgadzać. Gdy więc podali mu rękę i pomogli w powrocie na ring, Izu zrejterował po pierwszym mocnym ciosie Różańskiego. Zupełnie inaczej zachował się Striczu – Sulęcki w swojej ostatniej walce: zebrał się w pierwszej rundzie z desek po ciosie Andrade i potem konsekwentnie ratował się, wykorzystując technikę wtedy, gdy zabrakło innych argumentów: siły, woli, szybkości, celności a może nawet świadomości, gdzie jest? No ale walczył! Ugonoh strzelił focha i myślał, ze takich gwiazd jak on nie leje się po mordzie, tak zwyczajnie i po chamsku niczym na wiejskiej zabawie.

Gala w Rzeszowie zorganizowana przez promotora Knockout Promotions Andrzej Wasilewskiego i TVP Sport to w ostatnich latach największe wydarzenie bokserskie. Doskonała gala na stadionie, pomysł i dobór zawodników. Wspaniała zwycięska walka Fiodora Czerkaszyna i wg mnie wygrana Pawła Stępnia z Markiem Matyją, którą sędziowie jednak zremisowali.

Dodaj komentarz