Sabotaż

Arnold Schwarzenegger (67l.) dał się namówić na kolejne kino akcji bez zapoznania się ze scenariuszem. Zła decyzja. John Wharton grany przez niego to postać tragiczna. Jest wiekowym agentem służb federalnych. Bandyci z zemsty za śmierć swojego szefa, którego złapał John, zamordowali mu żonę, wcześniej znęcając się i torturując ją. Przesłali mu film z nagraniem tego bestialstwa. Spodziewamy się więc, iż John poprowadzi prywatne śledztwo i zaangażuje się ze swoim elitarnym oddziałem w krwawą zemstę. Tak się jednak nie dzieje i dopiero po jakimś czasie dowiadujemy się, kim jest katowana kobieta na odtwarzanym wciąż na komputerze przez głównego bohatera filmie.

Podczas nalotu na dom bossa narkotykowego widzimy pokój z miliardami dolarów spakowanymi i stojącymi na palecie. Podwładni Whartona pakują 10 milionów w foliowe torebki i opuszczają na sznurku do rury kanalizacyjnej. Resztę z niewyjaśnionych przyczyn wysadzają – zamiast zabrać je do policyjnego magazynu. W każdym razie kilka dni później razem odkrywają, że schowane przez nich pieniądze ktoś ukradł. Zostają z niczym, w dodatku wydział wewnętrzny prowadzi dochodzenie, pragnąc wykryć, jaki był prawdziwy przebiegało wydarzeń i co się stało z pieniędzmi. Mieli od kogoś „cynk” o kradzieży przez funkcjonariuszy 10 milionów. Nie udaje im się jednak złamać zmowy milczenia dowódcy i jego ludzi, a po pół roku umarzają śledztwo.

Sabotaż - recenzja
Sabotaż – John ze zwoim elitarnym oddziałem i więźniem, którego śmierć zniszczy jego życie rodzinne

Przez dalsze 80% filmu oglądamy śmierć kolejnych członków oddziału Whartona. Zaczynają ginąć ludzie w dość nietuzinkowy sposób. Śledcza Brentwood (Olivia Williams, 46l.) próbuje ustalić motywy działań zabójców. Napotyka na opór „najlepszych w kraju tajniaków”, którzy mają moralność i dobre obyczaje za nic. Kierują się zasadami silniejszego i są zadufani w sobie, wierzą w swoją moc i najlepsze uzbrojenie. Potrafią walczyć, byli szkoleni do zabijania, a teraz sami stali się „zwierzyną łowną”. Z czasem tracą rezon i wpadają w panikę.

sabotaż01
Śledcza Brentwood z Whartonem podczas makrabrycznej sceny

Film broni się gwiazdorską obsadą, ale gubi go naiwny scenariusz, wulgarność i prostactwo bohaterów. Pomimo iż reprezentują prawo, tak nasiąknęli obyczajami marginesu społecznego, że nie wzbudzają sympatii widza i współczucia w obliczu śmierci. Lepiej byłoby dla filmu, gdyby cały oddział zużył ukradzione pieniądze, wspomagając zemstę Whartona. Taki scenariusz być może wzbudziłby zrozumienie i uznanie, choć nie można usprawiedliwiać przelewu krwi ślepą furią pragnących rewanżu pokrzywdzonych.

Mogło to być kino oprócz akcji jakiejś głębszej refleksji nad losem ludzi decydujących się na walkę ze złem, pełnych poświęcenia dla społecznych wartości, rezygnujących z własnego szczęścia itd. Wyszedł obraz krytykujący działania elitarnych jednostek stanowiących i żyjących wg własnych praw. Dostali nauczkę, słusznie. Wątek ten kompozycyjnie zepchnął na dalszy plan postać i dramat życiowy głównego bohatera, końcowym scenom nadając cech groteskowych. W każdym razie Wharton kreowany na autorytet i niemal ojca członków oddziału, zostaje wyłączony poza nawias tragedii, jaka rozgrywa się na jego oczach.
Słaby scenariusz

Dodaj komentarz