fan codzienności

Justin Timberlake i Chris Stapelton stworzyli “Say Something” (Powiedz coś) jako arcydzieło multikulturowe. Jest to bowiem ballada country, rockowa, bluesowa, gospelowa, popowa, soulowa, jazzowa w jednym. Wydana w styczniu bieżącego roku odnotowało około 200 milionów odsłon na youtube. Jednak z każdym dniem pojawia się w stacjach radiowych całego świata i pobrzmiewa przez bite 6,22 minuty. I to jest ewenement. Z reguły bowiem piosenki są krótsze o dwie minuty, a tutaj proszę bardzo! Mimo iż w wielu przypadkach odtworzeń radiowych jest delikatnie mówiąc przycinana, wyciszana, z racji długości, to i tak jej przesłanie dociera do uszu słuchaczy, widzów, aby pobudzić do rytmicznego kiwania głowami. Ma w sobie coś prostego, takiego pierwotnego, co zapada w pamięć. Jest to z pewnością rytm, ale też i słowa.

Każdy może kupić sobie automat do tworzenia bitów, aby potem śpiewać i stać się megagwiazdą jak Justin Timberlake. (foto: youtube.com)

Chyba dobrze się stało dla piosenki, że klip nie został nadbudowany o scenariusz historii miłosnych czy sensacyjnych. Widzimy zwykłego gościa, który potajemnie gdzieś nakręca bity i ustala rytmikę całego dzieła. Następnie bierze do ręki gitarę i wychodzi do świata. Tam okazuje się, że jest to scena nie byle jaka, ale oto wielki teatr z piętrami zapełnionymi ludźmi. Śpiewają oni razem z nim, pogrążając się w rytmie i słowach do tego stopnia, że całość tworzy swoistą harmonię przepełnioną refleksją nad przekazem trafiającym w duszę: “Sometimes the greatest way to say something/ Is to say nothing at all” – “Czasami najlepiej powiedzieć coś,/ Nie mówiąc zupełnie niczego”. To spełnienie może być zrealizowane także poprzez muzykę i jej rytm: “No I can’t help myself, no, no, no/ Caught up in the rhythm of it” – “Nie, nie mogę się powstrzymać, nie, nie, nie/ Poniesiony tym rytmem”.

To może być przebój wielopokoleniowy, dzięki któremu Timberlake zyska sławę i zapadnie w pamięć na zawsze. Ale dość tych peanów. Pierwszego kaktusa trzeba przyznać za zbytnią nadbudowę lub rozbudowę napięć, jakie rosną podczas piosenki. Kreacja gwiazdy z nikogo, zwykłego przeciętniaka majstrującego w piwnicy przy automacie perkusyjnym to element tworzący mitologię artysty. I w tym jest fałsz, ponieważ jako megagwiazda Justin jest mało wiarygodny. Chyba że chce pokazać metaforycznie drogę kariery. Ma jednak wątpliwości: “Maybe I’m looking for something I can’t have” – “Może szukam czegoś, czego nie mogę mieć”. To pytanie retoryczne mogące wskazywać na jakąś niebezpieczną utopię lub demagogię, a może nienazwany -izm, np. kabotynizm. Wprowadzenie chóru i przejście z rockowego unisono w gospel to sztuczna (pusta) ideowa hiperbola, czynienie z muzyki niemal świętości na styku z uzależnieniem. Dlatego należy się drugi kaktus, bo to może się nie podobać? Trzeci kaktus za zbliżenie się do mantry, czyli, jakby to powiedzieć: tutaj religijności z fałszywym bogiem w tle. Może Nim być muzyka, rytm, słowa, prawda, ale też kapłan – śpiewak, śpiewacy tknięci bliżej nieokreślonym modernistycznym bałwanem, np. nirwaną, afirmacją życia bez życia. Zobacz cały tekst na tekstowo.pl.

Piosenka może doprowadzić do stanu ekstazy, pobudzenia religijnego bez określonego sacrum.

Wyobraźmy sobie randkę zakochanych. Oboje mają się ku sobie, ale żadne nie chce wyznać pierwsze miłości ze strachu przed odrzuceniem. Dlatego ona co chwilę prosi: “Say Samothing”, czekając, aż chłopak wyzna miłość jako pierwszy. Tymczasem on jej nie odpowiada, bo myśli sobie: “Sometimes the greatest way to say something…” Przesłanie piosenki: milczenie jest złotem także w miłości i muzyce? Po co więc tyle powtórzeń refrenów?

Klip jest metaforą powiedzenia: od zera do milionera

 

Podziel się ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+
Share on VK
VK

Dodaj komentarz

Najnowsze wpisy
REKLAMA




Archiwum

Pan Tadeusz - konkurs z cytatami