fan codzienności

“Wilcza skóra” to dramat obyczajowy produkcji hiszpańskiej. Mario Casas – super gwiazda kina – wcielił się w postać trapera Martiniona, myśliwego żyjącego w górskiej wiosce. Prawdopodobnie została ona porzucona przez ludzi z powodu wilków. Nie mogli tam żyć i hodować owiec, bezpiecznie poruszać się bez narażania na utratę życia. Martinion jako jedyny odważył się tam mieszkać. Utrzymywał się z polowań. W pobliskich lasach zakładał wnyki i pułapki na zwierzęta. Najwięcej korzyści miał z zabijania wilków. Cały czas zajmował się oprawianiem zabitych zwierząt: oddzielaniem mięsa, wędzeniem itp. Po sezonie schodził do położonej niżej i oddalonej wioski, aby odebrać zapłatę od wójta za wilcze skóry. Robił przy tym z siebie lokalnego bohatera, dzięki któremu ludzie mogą czuć się bezpieczniej.

Jedyne, czym Martinion potrafi się zajmować oprócz polowań, to oprawianie zwierząt i garbowanie skór wilków. Na nich zarabia “fortunę”. (foto: netflix.com)

Dzieło reżysera i scenarzysty Samu Fuentesa śmiało mogło nosić tytuł: “W wilczej skórze” a nie “Wilcza skóra”. Nadałoby to bohaterowi jakieś humanistyczne cechy, wartości. Można było podpowiedzieć widzowi choć kilka wyjaśnień, skąd pochodzi Martinion i dlaczego zachowuje się tak a nie inaczej w opuszczonej górskiej wiosce. Reżyser tego nie zrobił. Za brak szerszej perspektywy należy się pierwszy kaktus, chyba że intencją było pokazanie zdziczałego myśliwego zajmującego się wyłącznie polowaniami, oprawianiem, oddzielaniem i wędzeniem mięsa, a także garbowaniem skór zabitych zwierząt – wilków. Efekt jest taki, że w sumie podglądamy niemy “świat zwierząt”. Bodaj przez pół godziny na ekranie nie pada nawet słowo. Za ten brak werbalnego kontaktu między postaciami należy się drugi kaktus. W końcu nie idziemy na dramat obyczajowy, aby oglądać film przyrodniczy.

Martinion próbuje zmienić swoje życie, ale wg zasad moralnych życie wilka z ludźmi nie jest możliwe. (foto: netflix.com)

Któregoś dnia bohater bierze sobie za żonę kobietę, którą wcześniej posiadł – Pascualę (Ruth Diaz). Wydaje się, iż teraz zmieni się typ narracji filmu, zobaczymy rozbudzone w mężczyźnie instynkty rodzinne, męskiego opiekowania się żoną, domem i potomkiem. Niestety, reżyser pozbawił tę postać odruchów ludzkich, w sposób niewiarygodny dehumanizując ją. Martinion jest małomówny, oschły i brutalny nawet podczas zbliżeń erotycznych. Nie zdaje sobie sprawę z tego, że rani kobietę (jedną, a potem drugą). Po prostu dzikus – wilk. Za błędne i niehumanitarne ukazanie relacji między małżonkami należy się trzeci kaktus.

Czwarty kaktus damy scenarzyście za totalny brak informacji podstawowych typu: gdzie toczy się akcja, w jakich czasach – po strzelbie domyślamy się, że jakiś koniec XIX wieku?, gdzie jest rodzina głównego bohatera, dlaczego górska wioska opustoszała itd.? Ale nie tylko za to. Mario Casas jest wspaniałym aktorem, jednak w “Wilczej skórze” stał obok roli zanurzony w jakiejś odrealnionej rzeczywistości niemal w otchłani. Oglądanie go jest po prostu męczące. Początkowo można było przypuszczać, iż bohater jest upośledzony, fizycznie oszpecony lub okaleczony w jakiś sposób przez los. Jednak reżyser nam niczego nie ułatwia i nie podpowiada, więc trudno Martinionowi współczuć lub nawiązać jakąś więź emocjonalną.

Jesteśmy przyzwyczajeni do oglądania dzieł tworzonych w celu ukazania jakiegoś ważnego lub mniej ważnego problemu. Tutaj w zasadzie nie chodzi o nic, bo chyba nie o etos pracy trapera. Martinion mówi do drugiej swojej żony kupionej za te same pieniądze co pierwsza, że “życie tutaj jest ciężkie, ale można się przyzwyczaić”. Nie wiadomo na czym polega ta “ciężkość” życia? Ot, bierze chłop strzelbę, wychodzi za płot do lasu, przynosi stamtąd mięso, bez którego nie może żyć i tyle. Żona w zasadzie nie ma nic do roboty oprócz utrzymywania porządku w izbie i karmienia kóz. Jaki sens ma pokazywanie tego typu przypadków, choćby nawet były realne? Trudno powiedzieć i za to damy piątego kaktusa – film nie ma wyraźnego celu.

Pireneje – jest kilka fajnych ujęć krajobrazów w dziele Fuentesa. (foto: netflix.com)

Jedyne co w filmie jest warte oglądania, to krajobrazy Pirenejów. Akcja toczy się ponoć na granicy Hiszpanii i Francji. Można tu podziwiać góry w różnych porach roku.

 

Film jest nużący i pozbawiony sensu

Nie ma tu żadnej ważnej roli ani przesłania.

Podziel się ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+
Share on VK
VK

Dodaj komentarz

Najnowsze wpisy
REKLAMA




Archiwum

kocham język polski - strona główna