Zwolnienie z życia

Od dzieciństwa jesteśmy zasypywani obowiązkami: w przedszkolu i w szkole, w domu, a potem w pracy zawodowej. Miło wspomina się te chwile, gdy nieoczekiwanie życie zwalniało nas z szeregu obowiązków. Najczęściej miało to miejsce podczas lekkich chorób typu przeziębienie lub choroby zakaźne, które każde dziecko musiało przeboleć, przeleżeć w domu. Rodzice tacy kochani wracali z prezentami po pracy zmartwieni, czy ich „skarby” lepiej się czują? Nie było stwierdzeń typu: „Cały dzień siedziałaś w domu i nawet nie wyniosłaś śmieci?”.

Wspaniałe chiwle. Po dwóch dniach chorowania, budziła się świadomość, że trzeba zainteresować się lekcjami, zadaniami domowymi, ale zawsze można było usprwiedliwić się w szkole chorobą i uzupełniać wiadomości. Gdy się martwiło o braki i przeżywało nieobecności szkolne, rodzice wspaniałomyślnie mawiali (kłamali?): „Szkoła nie jest najważniejsza. Nie martw się, wypoczywaj, bo organizm potrzebuje regeneracji”. Gdy już choroba mijała, szybko zapominali o tych słowach i wydzwaniali po domoach znajomych, załatwiając potrzebne w szkole notatki i zadania domowe.

Zwolnienie z życia
W szkole też się pracuje, a czasami uczniowie muszą odrabiać zajęcia w soboty.

Czasami w dorosłym życiu też zdarzają się chorobowe przestoje, zwolnienia L4 i wówczas powracają sentymentalne wspomnienia. Niestety, przeważa świadomość, że wykonywana praca musi i tak zostać zrobiona, więc za nas wykona ją ktoś inny – poznamy go po powrocie: najbardziej obrażony. Na pewno mu za to nie zapłacą. Generalnie lepiej nie chorować, bo szef może rozważyć brak potrzeby istnienia naszego stanowiska.

Z biegiem lat staje się jasne, iż przestoje czy przerwy w nauce, pracy, nie są czymś dobrym, bo i tak trud nikogo nie ominie. Jednak zawsze wraca się wspomnieniami do chwil, kiedy nagle np. w pracy zabrakło prądu i szefostwo uznało, że „zamykamy interes”, bo i tak do końca dnia niczego nie zrobimy bez klimatyzacji.

Jak przyjemnie wrócić wcześniej niż zwykle do domu, niczego nie musieć zrobić, czekać na pozostałych domowników, wyspać się, nic nie robić…

Czy nie można byłoby przedłużać takich przerw w życiu? Czy życie zaczeka, aż… nasycimy się nim w nieoczekiwanych wolnych od pracy chwilach? Bonus, niespodzianka, pauza, magiczny impuls do wspomnień, radości, leniuchowania.

pracownicy
Przerwy w pracy nie są jednoznaczne

Nic nie robić, „zamrozić” swój udział w wyścigu szczórów, wstrzymać bieg w nieznane, pęd ku przemijaniu i ślepemu wykonywaniu codziennych spraw. To jest łatwe i przyjemne, z pewnością szczególnie w młodości, gdy człowiek ma naiwne i nieuzasadnione wrażenie, że i tak dogoni własne szczęście, bo jest piękny, młody, a wszystko jest przed nim…

Młodość, uroda, wdzięk, zapał… to mity dające nadzieję na piękne życie? Wszak wiadomo, jakie będzie zakończenie tych zmagań ;(

W każdym razie nieoczekiwane przerwy w życiu, takie beztroskie, leniwe ubarwiają „szarą rzeczywistość” i są naprawdę przyjemne.

Skomentuj...