Siatkarze z brązem ME21

No i stało się, siatkarze z brązem ME21. Oczywiście dla każdego z nich medal to wielkie wyróżnienie. O to jako kibic nie mam absolutnie pretensji. Jeśli są z siebie zadowoleni, niech się cieszą. Jeżeli jednak obiecuje się walkę o złoto, na trzy turnieje z rzędu jadąc w roli faworytów, żadnego nie wygrywając, traci się zaufanie. To nieuniknione.

Sytuacja prób stworzenia kadry Vitala Heynena przypomina mi grę „Mastermind”. Jest pole, na którym pierwszy zawodnik ustawia kolorowe pionki, szyfrując niejako kod, który ma odczytać rywal, zawodnik numer dwa. Ma on powiedzmy, zależnie od wydania, maksymalnie 12 rzędów, na których próbuje ustawić pionki w takiej kolejności, w jakiej są zakodowane. Informacją zwrotną dla niego są wkładane losowo obok białe i czarne pionki. Sygnalizują one, że dobrze dobrał kolory – biały pionek lub dobrze dobrał kolor i miejsce – czarny pionek. Zawodnik numer dwa nie wie, które to są kolory i miejsca, musi więc próbować. Brak pionków białych i czarnych oznacza, iż zawodnik drugi nie trafił z kolorami.

Pracę selekcjonera zaczyna się od obserwacji, który zawodnik na jakiej pozycji jest najlepszy, może być dwóch. Powołuje ich do kadry, trenuje, sprawdza w sparingach i wystawia do turnieju. Robi statystyki każdemu i ocenia. Po pierwszym turnieju rotuje i potem zabiera na kolejny zmieniony skład bez tych, którzy okazali się za słabi. Heynen zabierał wciąż tych samych.

Po prawej stronie na górze planszy widać zakodowane kolory pionków. Niżej źle dobrane pionki. Niestety dla całej polskiej siatkówki. (foto VH: se.pl)

W okresie kilku lat, do czasu Tokio, które były turniejem docelowym, można było sprawdzić i ustalić pierwszą szóstkę, ale tego Heynen nie zrobił. W turniejach po drodze, główny z racji pandemii został przesunięty, widzieliśmy, że pierwsza szóstka w konfrontacji z drużynami z topu rankingu ma siły i entuzjazm tylko do połowy drugiego seta. Rywale na IO i na ME21 to odczytali. Dawali Polakom się wystrzelać w pierwszych setach, później parli naprzód. Niedawno na LN Słoweńcy ograli naszych. Podczas gdy Leon i Kurek walili na siłę w ich blok, oni inteligentnie obijali pachy Leona.

Dla Słoweńców dodatkową motywacją gry z Polakami jest praca, pokazanie się prezesom PlusLigi. A czy dla naszych zawodników nie jest to dodatkowa motywacja? Należy sądzić, że owszem, jest. Więc co zawiodło?

W mojej ocenie, kibica od lat śledzącego postępy kadry siatkarzy, zawiodły kolory, definitywnie. Kolorami w „Mastermind” są pionki. Każdy turniej, próba, pokazywała, że Heynen, jeśli chce złota, musi zmienić zawodników w szóstce, bowiem na planszy obok pojawiały się puste miejsca, czyli nietrafione kolory pionków.

Oczywiście siatkarze, których wybrał, to klasa światowa. Nikt nie zaprzecza, ale „nie te kolory pionków” zostały zakodowane przez rywali, czyli nie ten zestaw na Słowenię, Francję, Rosję czy Brazylię. W zestawieniu z drużynami topu, którzy często się maskowali, ci zawodnicy musieliby mieć wsparcie lub ustąpić w całości zmiennikom.

Gdyby Heynen zdobył brąz, stawiając na młodzież i wystawił Bieńka z Semeniukiem, Kaczmarkiem, Fornalem itd. a dojrzałych zostawił w odwodzie, wychwalilibyśmy go pod niebiosa z jednego powodu. Kadra młodych dawałaby nadzieję na sukces w przyszłych mistrzostw świata.

To byłby też impuls dla młodzieży. Gdyby jeszcze zaprosił do drużyny Bednorza, Lemańskiego i nastolatka, cóż, powiedzielibyśmy: wizjoner zapatrzony w przyszłość, nawet gdyby te ME przegrał z kretesem.

Belg jednak postępował jak gracz w „Mastermind”, który ma sygnał, że są puste pola i należy zmienić pionki na inne, ale na upartego tego nie zauważał lub nie zmieniał, bo nie i już. Grał w inną grę?

Brak logiki w działaniu prowadzi do przegranej. Należy graczowi wciąż zwracać uwagę na fakt ograniczonej liczby podejść. Dotyczy to także selekcjonera. W moim odczuci dla Heynena okres prób skończyły się dość dawno. Zamknął się na młodzież, chcąc udowodnić, że ma rację. Nie miał.

Na igrzyska nie trafiliśmy z formą. (foto: radiozet.pl)

IO20 i ME21 przegraliśmy z powodów zaburzenia relacji między selekcjonerem a kadrą. Heynen przekroczył granicę dzielącą pracodawcę od pracownika. Ojcował dorosłym facetom, którzy robią karierę sportową i pragną być w kadrze. To dla nich realizacja marzeń, wielkie wyróżnienie, prestiż i pieniądze. DO czego doprowadziła mentalność i podejście trenera? Otóż sama gra w kadrze stała się celem dla zawodników a nie walka o trofea.

Gdyby faktycznie walka o trofea stała się dla nich ważna, zgłaszaliby do szefa votum nieufności dla tego czy innego gracza, który ewidentnie psuje im robotę i jest pod formą. No, podczas Ligi Narodów było widać, że kilku kadrowiczy ze Śliwką, Nowakowskim, Kubiakiem czy Drzyzgą nie prezentują się najlepiej. Mimo to trener dał im szansę wzięcia udziału w Igrzyskach. Tam też nie mogli się odnaleźć, poza Drzyzgą, a jednak pojechali także na ME21? Przypadek, głupota czy też zwykła niewydolność intelektualna Heynena?

Kadra zaczęła przypominać związek małżeński, w którym jedno okłamuje, drugie nie wierząc w to, nadal wmawia sobie, że wszystko jest OK. W komentarzach po przegranych meczach Polaków i wywiadach nawet obcy zawodnicy wyrażali zdziwienie, dlaczego Heynen nie wziął tego czy tamtego albo nie gra ten czy ów z kwadratu? Miłość jest ślepa, nawet Leon miał prawo być zmęczonym i jego forma pikowała w dół. Vital wciąż udawał, że tego nie widzi…

Czy zawodnicy z szóstki nie zdawali sobie sprawy z faktu, że w tym składzie nie wygrają żadnego turnieju po doświadczeniach w LN? A po przegranych IO trener uparcie postawił znów na nich i co, uważał, że może nastąpić wzrost formy?

Owszem, panowie dali z siebie wszystko. Jednak dla kibiców oczekujących złota i radości na miarę IO’76, to za mało. Dlatego że po ponad dwudziestu latach inwestycji i wyszkoleniu tysięcy zdolnych chłopaków mieliśmy i mamo prawo liczyć na coś więcej, choć jeden złoty medal w trzech turniejach. Nikt nie mówi, że chcemy trzech złotych medali, ale chociaż jedno…

To nie jest tak, że życzyliśmy sobie cudów. Życzyliśmy sobie poważnej refleksji trenera, ale nie taką pierwszą szóstkę sobie wyobrażaliśmy, panowie po prostu nie sprawdzili się wcześniej, więc nie oni powinni tam być. A kto powinien był? Nie wiemy, ale na pewno lepsi, młodsi, szybciej regenerujący się, waleczni itd. Jeśli trener kurczowo trzyma się tych samych nazwisk, to wyraźnie chce nam wmówić, że takich zawodników nie ma a to jest oszustwo, bo są lepsi od pierwszej szóstki w drugiej i w trzeciej szóstce zmienników.

O wyborze do zawodów powinna ecydować aktualne forma a nie układy, znajomości czy przyzwyczajenia, ale też dąsy czy fochy, warunki stawiane przez środowisko. Selekcjoner w swoich decyzjach jest autonomiczny. A co, gdy traci czujność, wyobraźnię, rozum i się po prostu gubi? Ma za plecami sztab i najwyraźniej źle dobranych ludzi, bo nikt z nich nie włączył alarmu i nie przemówił Heynenowi do upartego i zarozumiałego umysłu. Jeśli nie mogli ze strachu przed zwolnieniem z pracy, to jeszcze gorzej świadczy o trenerze.

Jakby do planszy „Mastrmind”, na której Heynen grał z rywalem, przystawił swoją własną i tam próbował grać, ignorując fakty. Owszem, osiągnął wiele, ale podczas kluczowych turniejów zawiódł. Uparł się na pewną grupę i nie odkrył prawdziwego kodu. Być może gdyby zaryzykował kadra byłaby objawieniem sezonu niczym Italia? Być może…

Dlaczego mamy prawo wymagać najwyższych sukcesów kadry? A ile takich lig jak nasza jest w ogóle na świecie? Kilka i wśród nich PlusLiga na czele. Nie oszukujmy się, gdyby policzyć reprezentantów innych krajów i ich staż w Polsce… Przed laty za Bogusława Wenty reprezentantów szczypiorniaka wykształcili nam Niemcy, niemiecka liga. Czy to nie złościło kibiców niemieckich, że Polacy ich ogrywają w ręczną? Tak samo ze Słoweńcami, Serbami, Niemcami i innymi stającymi naprzeciwko naszej kadry siatkarzy. Możemy mieć żal, niczego nie zmienimy, ale niedosyt pozostanie.

Jako kibice chcieliśmy złota dla kolejnych pokoleń, aby pokazać, że ich starania i ciężka codzienna praca owocuje. Tymczasem widzieliśmy zadowoloną z siebie rodzinkę i zamkniętą na klucz reprezentację Heynena. Źle rozpoznawał przeciwników i złą taktykę obierał, a wiemy to stąd, że przegrywał z równymi sobie. Wydawało się, że to on koduje i skrywa tajemnice, tymczasem rywale go rozkodowali. Nie zauważył tego, był bezradny.

Heynenowi i całej kadrze należą się podziękowania za emocje i starania, pragnienie walki i wolę zwycięstwa. Tego wam nie można odmówić. Brawo, brawo, brawo!!! Wśród kibiców, do których także należę, jest spora grupa uważająca, że stać was było na więcej, ale waszego talentu i zaangażowania nie doceniono. Z wielu waszych kolegów będących w lepszej formie niż powinni zrezygnowano. Wielka szansa zapisania się w historii „złotymi zgłoskami” olimpijskimi przeszła wam przed nosem.

Vital już po Lidze Narodów powinien był odejść. Wmawiał kadrowiczom, że są najlepsi i oni w to uwierzyli, to im wystarczyło, o nic więcej nie musieli więc walczyć.

(Visited 22 times, 1 visits today)

Skomentuj...